ODSZEDŁ KTOŚ BLISKI...

Re: ODSZEDŁ KTOŚ BLISKI...

Postautor: ewex » 15 kwie 2013, 22:31

Jaga doceń to co masz - uwierz mi !
Owszem zdarzają się przypadki w wieku jak mówisz 67 lat ponowne małżeństwo choć rzadko,drugi związek nie musi opierać się na miłości może na rozsądku wtedy jest dużo łatwiejszy .Znam kilka takich przypadków u niektórych miłość przyszła po latach.

Masz 30 lat a nie 80, pewnie pracujesz i masz znajomych z którymi możesz pogadać , pewnie masz rodziców, dziecko, możesz chodzić , zakładam że jesteś zdrowa itd
Wiesz ja jestem starsza od Ciebie i mam ogromne doświadczenie opieki nad starymi schorowanymi ludżmi .
Wyobraż sobie ból takiego człowieka który straci żonę lub męża będąc np.80 latkiem .....................
Mieszka sam po śmierci współmałżonka ,wielkim wyzwaniem jest dla niego przejście z łóżka do łazienki a wyjście do sklepu jest dla niego nie lada osiągnięciem , niedosłyszy , niedowidzi , raz na jakiś czas dzieci zawiozą go do lekarza - jest całkowicie zdany na innych. Dzieci mają swoje życie, wnuki nie chcą odwiedzać schorowanego i narzekającego człowieka
Czy jesteś w stanie zrozumieć ich ból , przerażająco cierpią że są samotni i czekają tylko na śmierć by połączyć się z ukochaną osobą - bo ból fizyczny i psychiczny zabija ich codziennie.

Zawsze po burzy przychodzi słońce - Zobaczysz - ty masz przed sobą całe życie ............................. mimo, że bardzo cierpisz w chwili obecnej ale Twoje cierpienie z biegiem czasu przerodzi się w smutek następnie stwierdzisz,że kogoś bardzo lubisz itd.

pozdrawiam Ewa
ewex
 
Posty: 23
Rejestracja: 07 kwie 2013, 23:34

Re: ODSZEDŁ KTOŚ BLISKI...

Postautor: szafirowaaa » 16 kwie 2013, 12:09

Ja mam podobnie tak jak Ty Jaga. U mnie, 3 maja minie rok, a nawet jak o tym myślę to jest to dla mnie jakaś mega abstrakcja, coś kompletnie niewyobrażalnego i naprawdę trudnego. MY się wprawdzie nie doczekaliśmy dziecka, myśleliśmy, że mamy czas, że całe życie przed nami, że jeszcze zdążymy tyle rzeczy razem zrobić, ale życie zweryfikowało to nasze myślenie. Także ja się nie zgodzę z twierdzeniem ewex, że jeszcze całe życie przede mną, przed każdym... Może tak, a może nie. Dziś jestem, jutro może mnie ni być. Tak samo jak każdego z nas. Moje doświadczenie śmierci najbliższego mi człowieka dało dogłębnie odczuć, że nic nie jest trwałe i może tak samo szybko się skończyć jak się zaczęło.
"Są rzeczy trudne i niemożliwe".
K.
Awatar użytkownika
szafirowaaa
 
Posty: 62
Rejestracja: 22 lis 2012, 14:31

Re: ODSZEDŁ KTOŚ BLISKI...

Postautor: Jaga » 16 kwie 2013, 14:05

Ewex, moim celem nie było licytowanie się kto bardziej cierpi - osoba starsza czy młodsza. Chciałam jedynie pokazać, że na wymiar tego cierpienia nie ma wpływu wiek, a jedynie charakter człowieka, jego temperament i sposób bycia. Wydaje mi się, że do każdej sprawy należy jednak podejść indywidualnie.
szafirowaaa pisze:myśleliśmy, że mamy czas, że całe życie przed nami, że jeszcze zdążymy tyle rzeczy razem zrobić,

My myśleliśmy podobnie. Miesiąc po miesiącu, rok po roku realizowaliśmy swoje plany. Tydzień przed wypadkiem, gdy szliśmy na spacer, mąż powiedział do mnie "Kochanie, czuje się spełniony. Mam żonę, wbudowaliśmy dom, urodził nam się wymarzony syn - teraz możemy już spokojnie żyć". Teraz gdy o tym pomyślę przychodzi mi na myśl ten utwór - http://www.youtube.com/watch?v=8v9yUVgrmPY
Pozdrawiam
"Idziemy przez ten świat samotnie, ale jeśli mamy szczęście, to przez jedną chwilę należymy do kogoś i ta jedna chwila pozwala nam przetrwać całe wypełnione samotnością życie." P. Simons
Jaga
 
Posty: 47
Rejestracja: 10 gru 2012, 21:24

Re: ODSZEDŁ KTOŚ BLISKI...

Postautor: Beata48 » 30 lis 2013, 1:34

Kochani ja tez chociaz juz(az) minely trzy lata od smierci mojego Meza ,najlepszego Przyjaciela,dobrego po prostu Czlowieka nie moge sie z tego otrzasnac.Mial 45 lat i w ciagu 4-miesecy zmarl na raka nerki.to bylo 15.10.2010,a 29.12.2009 roku obchodzilismy nasza 25-rocznice slubu.Bylismy ze soba mozna powiedziec od 7 roku zycia.Tak sie poznalismy i od tej chwili bylismy nierozlaczni.W wieki 19 lat zupelnie swiadomnie podjelismy decyzje o zalozeniu rodziny i 2.06.1985 roku urodzila sie nasza coreczka .Po trzech latach urodzil sie tez nasz ukochany synek i w tym czasie dowiedzielismy sie ,ze nasza Coreczka jest chora (wtedy zdiagnozowano to na autyzm).W tym czasie w Polsce o tej chorobie nie wiedziano prawie nic.Dlatego kiedy moj maz odbyl zasadnicza sluzbe wojskowa,a ja ukonkczylam dyplom nauczycielki wychowania poczatkowego nie widzac szans na pomoc mojej corce w Polsce podjelismy decyzje o emigracji do Niemiec.Tam po wyslaniu mojej corki do USA na miesieczna diagnostyke stwierdzono,ze moja corka cierpi na chorobe genetyczna do tej pory malo zbadana na swiecie-syndrom Retta.pomomo tego ulozylismy sobie tam zycie ,zylismy w miare normalnie czesto odwiedzajac nasz kochany Kraj.Wiodlo nam sie dobrze.Po maturze nasz syn ,ktory kochal Polske ponad wszystko podjal decyzje o powrocie do kraju rodzinnego i tam kontynuacji studiow.Wtedy my takze zaczelismy wszystko tak organizowac ,aby wrocic do Polski.Wszystko bylo na dobrj dridze,ale jak grom z jasnego nieba ,po trzech tygodniowych bolach w kregoslupie mojego meza(lekarze poczatkowo mysleli.ze jest to dyskopatia ledzwiowa)nastapil wyrok rak nerki z przerzutami do pluc i watraby.To bylo 17.06.2010 roku,a maz zmarl 15.10.2010 roku.Nagle zostalam sama z chora corka z firma,ktora prowadzili maz i z synem i najblizsza rodzina w Polsce.od razu podjelam decyzje o powrocie do Polski.Wrocilam.Oczywiecie wszyscy takze wtedy mowili ,ze jestem silna osobamze sobie dam rade,a co ja mialam robic?zamknac sie w swoim swiecie i zostawic na pastwe losu moja uposledzona corke.Wtedy bardzo pomogla mi moja rodzina.Po dwoch latach odszedl moj kochany Tato(tez na raka i tez w przeciagu paru miesiecy).Walcze chociaz modle sie tez do Boga zeby juz zabral mnie .moja corke ,no i teraz Mame do naszych Kochanych ,ktorzy juz sa po tamtej stronie.Do tej pory nie moge sie z tym pogodzic chociaz staram sie byc normalna dla Corki ,Synka ,rodziny i przyjaciol,a placze taz tylko jak jestem sama.Dzieki za to to forum
Beata48
 
Posty: 1
Rejestracja: 30 lis 2013, 0:56

Re: ODSZEDŁ KTOŚ BLISKI...

Postautor: Maria73 » 01 lip 2014, 21:41

To chyba masochizm siadam przed komputerem płacze i czytam. Ale wiem, że to co czuje, jak mi ciężko może zrozumieć tylko ktoś, kto to przeżył. Nie mam kogoś z kim mogę pogadać o swoich przemyśleniach. Wiem, że jestem słabym partnerem do rozmowy, ciągle płaczę, a nikt tego nie lubi. Za 3 dni nasz syn kończy 18 lat,nie będzie miał taty na swoich urodzinach. Nie mogę pogodzić się ze śmiercią mojego męża.
Maria73
 
Posty: 10
Rejestracja: 28 maja 2013, 12:18

Poprzednia

Wróć do Odszedł ktoś bliski

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość

cron