życie po żałobie

opowieść Gosi

Witam,

Mam na imię Gosia, skończyłam niedawno 25 lat i świat stoi przede mną otworem. Teoretycznie.

W praktyce jednak walczę z tym światem każdego dnia. Każdego dnia walczę o to, aby wstać z łóżka, ubrać się, umalować, pouśmiechać do ludzi w pracy. Ba, pożartować z nimi nawet. Powygłupiać z bratanicą, zrobić jakiś obiad, ogarnąć dom. Żyć.

A nie jest to takie łatwe. I nie wiem czy będzie kiedykolwiek. Są wzloty i upadki. Tak już pewnie musi być. Bo żałoba po Mamie nie kończy się nigdy. Ale zmienia się. Przybiera różne formy. Ma różne etapy.Moja Mama odeszła we wrześniu ubiegłego roku. Tak nagle, że nadal wydaje mi się to absurdalne. Po prostu zasnęła, a rano już się nie obudziła. Zawsze radosna, aktywna, pełna energii i pomysłów. Nieustraszona i niezniszczalna... Jak myślałam... Bo przecież takie są Mamy. Umarła jednak we śnie, a razem z Jej odejściem skończyło się moje dzieciństwo. Cztery dni przed dwudziestymi czwartymi urodzinami.

Dopiero co obroniłam pracę magisterską (Mama pękała z dumy), miałam wyjechać do większego miasta, żeby szukać wymarzonej pracy i zamieszkać z chłopakiem. Ale los miał inny plan. Niezrozumiały wciąż dla mnie, ale z którym mierzę się wciąż i nie poddaję.

Co mi pomogło nie zwariować? Może te godziny w samotności, gdy płakałam do lustra, ale oczyszczałam dzięki temu. Może pójście do pracy, miesiąc po śmierci Mamy, gdzie nikt nie znał mojej historii, gdzie byłam dla ludzi białą kartą. Zwykłą dziewczyną po dziwnych studiach, która po prostu ubiera się na czarno, bo pewnie lubi. Może moja mała bratanica, ukochana wnuczka Mamy, której postanowiłam opowiedzieć kiedyś o najlepszej babci świata. Może blog, który stał się autoterapią, bo pozwalał wyrzucać z siebie nie dające spokoju wspomnienia, myśli.

A może po prostu to, że w końcu jestem córką swojej Matki. A Mamę miałam wyjątkową. I Ona kazałaby mi się wziąć w garść i nie poddawać. Bo jest tu jeszcze trochę do zrobienia.

I choć czasem bywa mi naprawdę ciężko... Szczególnie w tym grudniowym, przedświątecznym czasie, tak ukochanym i radosnym dawniej... To chcę wierzyć, że Mama trwa przy mnie. I trwać będzie zawsze. I może się nawet jeszcze spotkamy.... Gdzieśtam. Kiedyśtam.

 

Pozdrawiam ciepło, Gosia

www.woledeszcz.blogspot.com

Drodzy Czytelnicy! Dokładamy wszelkich starań, aby nasza strona była Wam jak najbardziej pomocna. Pamiętajcie jednak, że każda życiowa sprawa, problem, zagadnienie jest wyjątkowe i indywidualne, może wymagać profesjonalnej pomocy.
Nasza strona nie jest poradnikiem, ani encyklopedią wiedzy.
Fundacja Nagle Sami, nasi współpracownicy i przyjaciele dokładają wszelkich profesjonalnych starań, ale ze względu na zawiłość większości spraw, nie mogą ponosić odpowiedzialności, za działania podejmowane przez Was na podstawie zawartych tu informacji.

© 2012 Fundacja Nagle Sami. Wszelkie prawa zastrzeżone.