życie po żałobie

opowieść Agaty

Witam. Cztery miesiące temu straciłam swojego Chłopaka – najlepszego partnera i przyjaciela, dobrego człowieka o wielkim sercu, który wszystkim pomagał ale nie dał pomóc sobie. Byliśmy ze sobą 4 lata. Jego odejście spadło na mnie tak nagle. Dość szybko musiałam dojrzeć do spraw, o których wcześniej nie miałam pojęcia. Sebastian był osobą uzależnioną, nasze życie było napiętnowane cierpieniem - Jego, moim, rodziny i bliskich. Próbowałam wszystkiego, co tylko było możliwe, starając się pomóc mu wyjść na prostą, począwszy od odwyku, najróżniejszych terapii po hipnozę. Ale nie o sposobach radzenia sobie z uzależnieniem mowa.

Odszedł. Zostałam sama. Dosłownie i nie – dosłownie. Nie umiem określić swojego bólu w sercu żadnymi słowami. To jest coś takiego, co siedzi w sercu i nie przechodzi, nie łagodnieje, nie mija, nie zmniejsza się, to poprostu zostaje. Z czasem uczymy się z tym żyć, żyć obok tego i jednocześnie z tym. Niestety nie mam wsparcia od Jego rodziny, mam Rodziców i przyjaciół, którzy zawsze mnie wspierają. Chodzę również na terapię, która pomaga mi powiedzieć to i porozmawiać o tym, czego inni nie rozumieją, jak żyje się z dnia na dzień, bez najmniejszej nadziei na jutro, bez jakiegokolwiek planu, z pękniętym sercem i roztrzaskanymi marzeniami. Gdy odszedł, były wakacje. Przez pierwsze dwa miesiące leżałam i płakałam, wstając tylko po to, by iść na cmentarz. Dzisiaj mija 140. dzień od Jego śmierci - z ktorą można powiedzieć - już się pogodziłam i to uważam za swój wielki sukces. Bardzo wierzę, że Bóg mi pomaga, że daje mi siłę na to, by żyć. Że tak naprawde nic się nie zmienia - ja żyje tutaj a On żyje tam. Wierze, że życie na ziemi to prolog, że jesteśmy tutaj tylko na chwile i że prawdziwe życie dopiero przed nami. Najtrudniejsze chwile pokonałam sama, bo przecież człowiek rodzi się i umiera sam. I zawsze, gdy czuję się samotnatęsknie za Nim, przytulam się do Jego koszuli, wącham Jego perfumy i wiem, że On jest ze mną. Wiem, że nie jestem sama. Rozmawiam z Nim i czuje Jego obecność.

Dla wszystkich tych, którzy przechodzą teraz trudne chwile związane z odejściem najbliższej osoby, życzę tego spokoju duszy w środku. Ważne by przeżyć żałobę, nie tłumić emocji w sobie, koić ból łzami i płaczem, szczerą rozmową lub milczeniem. Ja w swoim bólu nie mogłam nawet podzielić się z kimś moją historią, bo to przecież chłopak- nie mąż, do tego uzależniony , nie ma po kim płakać. Dlatego słysząc takie komentarze nawet nie zaczynałam rozmowy i nie tłumaczyłam że ludzie uzależnieni i ich rodziny przeżywają stokroć większe cierpienie niż ktokolwiek! Lekomania, alkoholizm czy narkomania to choroby, które trzeba leczyć całe życie. To dotyka prawie każdą rodzinę, nie patologie, nie margines ale ludzi wykształconych , nadwyraz mądrych i nieprzeciętnie inteligentnych, właśnie taki był moj Chłopak- nadwrażliwy, delikatny na ten szorstki świat.

Życzę Wam dużo wiary i nadziei. Wiem że to ciężkie do wykonania bo mi też się to nie zawsze udaje ale z dnia na dzień uświadamiam sobie, że chce żyć tak, żeby On tam z góry był ze mnie dumny i żebym spełniała Nasze marzenia dalej, bo – jak zawsze mówił –„ odległość nie ma znaczenia, to tylko kilometry... J” Tylko teraz dzieli nas „troszeczkę” więcej niz zwykle!

Pozdrawiam, Agata

Drodzy Czytelnicy! Dokładamy wszelkich starań, aby nasza strona była Wam jak najbardziej pomocna. Pamiętajcie jednak, że każda życiowa sprawa, problem, zagadnienie jest wyjątkowe i indywidualne, może wymagać profesjonalnej pomocy.
Nasza strona nie jest poradnikiem, ani encyklopedią wiedzy.
Fundacja Nagle Sami, nasi współpracownicy i przyjaciele dokładają wszelkich profesjonalnych starań, ale ze względu na zawiłość większości spraw, nie mogą ponosić odpowiedzialności, za działania podejmowane przez Was na podstawie zawartych tu informacji.

© 2012 Fundacja Nagle Sami. Wszelkie prawa zastrzeżone.