Wasze historie

Historia Pauliny

Mój przyjaciel

Odkąd pamiętam uwielbiam morze.. Od czterech lat mam swój własny camping i spędzam tam całe wakacje. Wszystko tam jest lepsze niż w zatłoczonym mieście – świeże powietrze i otwarci, przyjaźni ludzie. Tak jak oni – trzypokoleniowa rodzina – dziadkowie, młodzi rodzice i ich córka. Po bliższym poznaniu okazało się, że rodzina jest jeszcze większa… 

Karola poznałam trzy lata temu. Jeśli można tak to nazwać, ponieważ rozmawialiśmy przez telefon. Było coś, co oboje nas łączyło, ale jednocześnie dzieliło pomimo, że byliśmy młodzi i nie mieszkaliśmy tak daleko od siebie. Ja niepełnosprawna, przykuta do wózka, on z poważną wadą serca. Dlatego mieliśmy dużo czasu na rozmowy, dosłownie o wszystkim. To jego mama kiedyś przekazała mu telefon, ponieważ czuła, że się dogadamy. Miała rację. Szybko znaleźliśmy wspólny język.

Nie ukrywam, że w moim życiu nie spotkałam jeszcze tak wyjątkowego mężczyzny. Dlatego, pomimo że nasza znajomość toczyła się tylko na linii telefonicznej i Facebook’u czułam się szczęśliwa. Wypełniał każdy dzień mojego życia. Nie będę ukrywać, byłam zakochana. W czułym, wrażliwym mężczyźnie. Nie brakowało mu oczywiście urody i pogody ducha, nawet pomimo choroby. Niestety, przypadkiem dowiedziałam się od jego rodziny, że mój ukochany miał jednak jedną wadę – lubił pić. Musiał. Był uzależniony od alkoholu. Byłam przerażona i bardzo się martwiłam, ale postanowiłam utrzymać w tajemnicy to, że wiem o problemie tak samo, jak to co czuję. O takich rzeczach lepiej rozmawiać w cztery oczy. Niecierpliwie czekałam na pierwsze spotkanie. Nigdy nie pomyślałabym, że odbędzie się ono w takich okolicznościach. Mama Karola zachorowała i umarła. Czułam smutek i żal, była przecież naszą przyjaciółką, jednocześnie martwiłam o to jak zniesie to mój przyjaciel.

Po raz pierwszy spotkaliśmy się na pogrzebie. Czy można wyobrazić sobie mniej romantyczne okoliczności? Spotkanie w kaplicy, przy trumnie bliskiej osoby. Jednak kiedy negatywne emocje już opadły myślałam tylko o tym, że on trzyma mnie za rękę, wdzięczny za wsparcie i szczęśliwy, ponieważ wydarzyło się to, na co czekaliśmy tak długo. Szkoda tylko, że atmosfera i sytuacja nie sprzyjała wyznaniom i nie udało mi się powiedzieć tego, co dusiłam w sobie od dawna. Najbardziej żałowałam, że nie poruszyłam tematu alkoholizmu, ponieważ chodziło tu o zdrowie najdroższego mi mężczyzny.

Dopiero po miesiącu, udało mi się powiedzieć „wiem, że pijesz.. chciałabym Ci pomóc”. Nie wiedziałam, że pomoc tak się zakończy. Zgodził się pojechać na odwyk, a tam szybko źle się poczuł. Wszyscy byli przekonani, że to skutek odstawienia alkoholu. Tym czasem w organizmie ukochanego rozwijało się zakażenie. Zanim trafił do szpitala był już w stanie ciężkim, wprowadzony w śpiączkę. Moje serce pękło wtedy na kawałki. „Przecież to moja wina” mówiłam sobie, bo w końcu to mi udało się namówić go na leczenie. Zamiast planowanych wspólnych wakacji nad ukochanym morzem był czas spędzony przy szpitalnym łóżku, gdy tylko miałam taką możliwość. Obecność bliskich była potrzebna, żeby pokonać śpiączkę. Jakaż była radość, kiedy stan Karola zaczął się poprawiać. „Udało mu się usiąść!, Udało mu się zjeść normalne jedzenie!” Jego brat przekazywał mi krzepiące nowiny. Tym większy był szok, kiedy nagłe zakażenie opanowało cały organizm. Zamiast kolejnych dobrych wiadomości usłyszałam najgorszą z możliwych: Karol nie żyje. Nie mogłam uwierzyć. Najgorszy koszmar się spełnił. Nigdy nie czułam tak niewiarygodnego bólu. Nie byłam nawet w stanie pożegnać go, nie pojechałam na pogrzeb. Do końca życia będzie mi towarzyszyć świadomość, że to ja wysłałam go tam, na śmierć. Razem z poczuciem winy towarzyszy mi pustka i tęsknota. I okrutny żal, ponieważ życie nigdy mnie nie oszczędzało i kiedy znalazłam trochę szczęścia myślałam, że już ze mną zostanie.

Codziennie zastanawiam się, czy lepiej kochać i cierpieć po stracie, czy nie kochać wcale. Jestem wdzięczna losowi, za to, że dał mi Karola, ale za chwilę pozostawił pustkę i żal. Żal, który chyba nigdy nie minie.          

Paulina, lat 23.

Drodzy Czytelnicy! Dokładamy wszelkich starań, aby nasza strona była Wam jak najbardziej pomocna. Pamiętajcie jednak, że każda życiowa sprawa, problem, zagadnienie jest wyjątkowe i indywidualne, może wymagać profesjonalnej pomocy.
Nasza strona nie jest poradnikiem, ani encyklopedią wiedzy.
Fundacja Nagle Sami, nasi współpracownicy i przyjaciele dokładają wszelkich profesjonalnych starań, ale ze względu na zawiłość większości spraw, nie mogą ponosić odpowiedzialności, za działania podejmowane przez Was na podstawie zawartych tu informacji.

© 2012 Fundacja Nagle Sami. Wszelkie prawa zastrzeżone.