2015

Poruszająca historia Pani Agaty.

Długo zastanawiałam się czy napisać, ale może moje doświadczenia komuś pomogą, chociaż oby nikt nie musiał przez to przechodzić.

            Poznaliśmy się 16 lat temu, mieliśmy zaledwie po 14 i 15 lat. Była to miłość od pierwszego wejrzenia dość burzliwa, były rozstania i powroty. W 2003 roku pobraliśmy się mimo przeciwności losu Kamil ledwo uszedł z życiem po wypadku. W tym samym roku urodziła się nasza Karola a 4 lata później Jaśko. Kamil od samego początku naszego małżeństwa wjeżdżał do pracy za granicę. Był 1.12.2014 roku jak zwykle zamieszanie i gonienie na ostatnią chwilę z załatwianiem wszystkich spraw przed wyjazdem do pracy. Od samego rana czułam pewien niepokój, strach… Wieczorem kiedy odjeżdżał dosłownie uklękłam przed nim i błagałam Go żeby nie jechał, płakałam bardzo, nigdy nie zdarzyło   mi się tak płakać. Kamil poprosił mnie wtedy abym mu obiecała, że nigdy już w życiu nie będę przez niego płakała, a ja mu to obiecałam. Przed odjazdem powiedział jeszcze „ wrócę, ja zawsze wracam, nigdy Cię nie zostawię samej, przecież obiecałem Ci to, a poza tym złego licho nie bierze” i roześmiał się. Nie wiem czemu czułam wtedy, że go żegnam, nikomu jeszcze tego nie mówiłam. Ostatni kontakt miałam z nim 01.12.2014 o 22:51. Obudziłam się w nocy o 3:30 ( jak się później okazało Kamil o tej godzinie zginął), i już wiedziałam, czułam… Rano jak zwykle zaprowadziłam Jaśka do szkoły. Próbowałam się cały czas skontaktować z Kamilem bez skutku, polski telefon działał a niemiecki wyłączony. Kamil zawszę dzwonił jak dojeżdżał na miejsce więc już coś nie pasowało. Zaczęły się poszukiwania w Niemczech jego brat pojechał na budowę, na której miał zjawić się Kamil, nie było go. Postanowiliśmy zgłosić zaginięcie w Polsce jak i w Niemczech i zaczęło się… Pojechałam na policję z teściem o godzinie ok 10, zgłosiłam zaginięcie, podałam rysopis, dałam zdjęcie i zapytałam się co teraz, pan poinformował mnie, że skoro telefon polski działa będą go namierzać ale dopiero po godzinie 12. Wróciłam do domu, w Niemczech również zgłoszono zaginięcie, bracia Kamila zaczęli obdzwaniać szpitale do granicy wzdłuż autostrady, a ja zaczęłam obdzwaniać szpitale przy granicy. Ok godziny 17 pojechałam ponownie na komisariat z koleżanką, ku mojemu zdziwieniu nie zrobiono nic kompletnie nic, młody policjant który nas przyjął obiecał, że zaraz zacznie namierzać telefon. W tym czasie najstarszy brat Kamila wyjechał w stronę polski sprawdzać wszystkie parkingi. Razem z teściem i najmłodszym bratem wyjechaliśmy w stronę Niemiec sami go szukać, bo już wiedziałam, że nie mogę liczyć na policję. Prędzej niż oni sprawdziliśmy monitoring na stacji benzynowej na której był ostatni kontakt z Kamilem. Jakieś 100 kilometrów przed granicą dostaliśmy telefon od brata, który został w Niemczech, że najprawdopodobniej znalazł Kamila miał wypadek i … Ja w tym czasie sprawdziłam internet    i rzeczywiści  to był nasz samochód… Już wiedziałam po co jadę. Po chwili zadzwoniła nasza policja z informacją, że ze względu na wgląd mojego męża( obcięty krótko,  nosił łańcuszek i był dość postawny), i jeździł raz w miesiącu do polski,  podejrzewają, że mógł coś przemycać, w tym momencie  myślałam, że rozszarpie tego policjanta. Powiedziałam mu tylko, że wiem że mój mąż nie żyje i się rozłączyłam. Dzieci niestety dowiedziały się w bardzo zły sposób, bo przez przypadek, nawet nie mogę pisać o tym co się wtedy działo, mnie przy nich nie było( Karoli obiecałam, że przewiozę tatusia całego i zdrowego) w domu była tragedia... Na miejscu okazało się, że rzeczywiście to Kamil. Prawdopodobnie wybuchła opona, uderzył w barierkę a później najechał na niego tir. Widziałam go i pożegnałam się z nim… W tamtym momencie przestało bić moje serce i niestety ta … obietnica, nie pozwalała mi płakać, cały czas słyszałam jego głos w głowie „ obiecałaś”. Kamil zginął 02.12.2014 roku o godzinie 3:30 policja niemiecka poinformowała stronę polską  o godzinie 8:30 o tym, że mają mnie poinformować o śmierci Kamila, ja byłam na policji ok godziny 10. Wysłano do polski informację z moimi danymi( Kamil miał kartę ICE), policjantowi, któremu przyjmował zgłoszenie w Polsce ciężko było wpisać dane Kamila do głównej bazy danych. 03.12. o godzinie 17 dostałam od policji z polski informację, że „najprawdopodobniej Pani mąż nie żyje i znajduje się tam…”. Ja w tym momencie miałam już załatwione wszystkie formalności odnośnie pogrzebu i transportu Kamila do domu…  Minęło zaledwie 105 dni jak to piszę, jeszcze nic nie udało się załatwić pozytywnie… Nie mam renty dla dzieci, wszystkie ubezpieczalnie odmawiają wpłaty odszkodowania, czasami podają takie powody, np. żądają testamentu( każdy zdrowy 30 latek pisze testament). W Niemczech trwa postępowanie, nie wiadomo kiedy się skończy. A my… zostaliśmy prawie zupełnie sami, jak w dniu pogrzebu było tyle osób chętnych do pomocy tyle deklaracji tak teraz zostało 5 osób. Zostałam bez wsparcia najbliższych i to najbardziej smuci. To prawda, że przyjaciół poznajemy w biedzie. Czasami obcy ludzie pomogą nam bardziej niż najbliższa rodzina. Wszyscy boją się ze mną rozmawiać, bo nie wiedzą jak. Moje życie stanęło w miejscu nie potrafię ruszyć , rozleciałam się na miliony kawałków, serce przestało bić. Codzienne prozaiczne czynności to wyzwanie, wiem mam dzieci i muszę (słyszę to codziennie) ale to nie takie proste. To tak strasznie boli…

Agata

Drodzy Czytelnicy! Dokładamy wszelkich starań, aby nasza strona była Wam jak najbardziej pomocna. Pamiętajcie jednak, że każda życiowa sprawa, problem, zagadnienie jest wyjątkowe i indywidualne, może wymagać profesjonalnej pomocy.
Nasza strona nie jest poradnikiem, ani encyklopedią wiedzy.
Fundacja Nagle Sami, nasi współpracownicy i przyjaciele dokładają wszelkich profesjonalnych starań, ale ze względu na zawiłość większości spraw, nie mogą ponosić odpowiedzialności, za działania podejmowane przez Was na podstawie zawartych tu informacji.

© 2012 Fundacja Nagle Sami. Wszelkie prawa zastrzeżone.