Aktualności

15/11/2018

Artykuł o żałobie suicydalnej autorstwa naszej psychoterapeutki – Małgorzaty Maj-Mierzejewskiej.

więcej >

Zapraszamy do lektury artykułu o przeżywaniu żałoby w sytuacji śmierci samobójczej bliskiego. 

Żałoba suicydalna – kiedy bliski odchodzi na skutek samobójstwa

Serce i rozum

Doświadczenie straty przywodzi nas ku emocjonalnemu chaosowi. Emocje, które pojawiają się wraz ze śmiercią bliskiej osoby, to nie tylko smutek, lęk, żal czy tęsknota, ale też poczucie winy. Osoby w żałobie niejednokrotnie mówią o swojej odpowiedzialności za to, co miało miejsce, twierdzą, że gdyby tylko coś zrobiły inaczej (np. wróciły do domu o 5 minut wcześniej, mocniej uciskały ranę czy same pojechały do szpitala, zamiast czekać na pogotowie), to wynik końcowy byłby inny – ich bliski by przeżył.

Przeżywanie winy jest wyjątkowo znaczące w kontekście śmierci samobójczej. Osoby po takich stratach bardzo często uznają, iż nie były wystarczająco uważne i wydobywają z pamięci zdarzenia, które powinny wzbudzić w nich niepokój i zaangażować w przeciwdziałanie dokonanemu zamachowi. Zastanawiają się, w którym momencie rozpoczął się dramat przeżywany przez ich bliskiego. Przekłada się to na proces bardzo dokładnego analizowania tego, co działo się z rzeczonym bliskim przed jego śmiercią, co było przyczynkiem do odebrania sobie przez niego życia. Można tu mówić o wręcz detektywistycznej precyzji – kiedy idzie o zbieranie materiału dowodowego – również przeciwko sobie samym jako oskarżonym za brak okazanego wsparcia i udzielenia pomocy w tym najważniejszym momencie. Typowym jest tu zarówno przeszukiwanie historii wiadomości w mediach społecznościowych, jak i rozmowy z przyjaciółmi i współpracownikami na temat zachowywania się zmarłego. Celem jest tu odpowiedź na pytanie „dlaczego?” – cierpienie po stracie samobójczej idzie w parze z ogromną potrzebą zrozumienia tego, co przeżywał bliski. Niekiedy jest to także próba towarzyszenia mu w bólu, którego nie doświadczało się z nim za życia. Niezwykle trudne jest tu znalezienie racjonalnych powodów i postawienie kropki – pytanie retoryczne o to, dlaczego tak się stało, prześladuje rodziny osób popełniających samobójstwa przez długie lata.

Przeżywanie straty w żałobie suicydalnej różnicuje przeświadczenie o tym, iż bliski zdecydował się odejść, że to nie przypadek czy drugi człowiek doprowadził do jego śmierci. Decyzja ta, nawet wówczas gdy uznaje się tu wpływ choroby psychicznej, prowadzi do przekonań na temat bycia niewystarczającym powodem dla tego, kto odchodzi, aby żyć, aby o siebie zawalczyć. Rzutuje to na poczucie własnej wartości lub prowadzi do negacji miłości zmarłego względem pozostawionej rodziny. Może wyrażać się to w formie samobiczowania i deprecjonowania swojej osoby z powodu przewin wobec zmarłego. Niekiedy przekłada się to na poczucie krzywdy, okazanie przez zmarłego braku dbałości o pozostawioną rodzinę i nadanie jej piętna na całe życie. W tym wypadku złość na osobę, która odeszła bez wyjaśnienia i bez możliwości podania jej pomocnej dłoni, stanowi dużą część przeżyć, które mają miejsce w dziejącym się procesie żałoby.

Kolejne uczucie, które społecznie nie jest oczekiwane, ale może pojawić się w doświadczeniu po omawianej stracie, to ulga. Często jest tak, iż osoby, które zginęły na skutek zamachu na własne życie, długo chorowały i nie był to pierwszy raz, kiedy przywiodły swych bliskich do konfrontacji z tematem samobójstwa. Życie w napięciu związanym z ryzykiem utraty osoby bliskiej, „próby chodzenia na paluszkach” i podporządkowywania wszelkich aktywności jej potrzebom, brak zaopiekowania swoich spraw, konieczność zajmowania się wszystkimi problemami życia, aby odciążyć osobę, która jest np. w depresji i nie ma w sobie miejsca na codzienne troski czy nawet i zwykłe obowiązki, jak sprzątanie czy gotowanie – to wszystko jest niezmiernie trudne i energochłonne. Osoby wspierające, zwłaszcza tych, którzy mają już za sobą zamachy samobójcze, konfrontują się często nie tylko z „życiem”, tj. rachunkami czy wywiadówkami, ale i z własną bezradnością, kiedy idzie o pomoc choremu. Strata suicydologiczna to nie tylko smutek i tęsknota, czasem to także opcja, aby odetchnąć. Jednak pojawienie się wspomnianego uczucia ulgi jest czymś niezwykle ciężkim dla większości żałobników. Niejednokrotnie przywodzi ono ku wstydowi i jeszcze większemu poczuciu winy wobec zmarłej osoby. Pojawiają się myśli mówiące o własnej nieczułości i egoizmie.

Scena zdarzenia

Gdy mówimy o stracie w wyniku samobójstwa, okoliczności zdarzenia stanowią czynnik dodatkowo obciążający bliskich. Bycie świadkiem zamachu samobójczego czy też znajdowanie ciała ukochanej osoby może być przyczynkiem do występowania reakcji posttraumatycznych i przekładać się na skomplikowanie procesu żałoby.

Równie traumatyzujące mogą być dla bliskich procedury związane z omawianym rodzajem utraty. Zadaniem policji jest przeprowadzenie dochodzenia, co w praktyce oznacza zabezpieczenie przedmiotów w oczywisty sposób związanych ze śmiercią. Po stronie policji jest też wykonanie fotografii na miejscu zdarzenia i sporządzenie protokołu, który podaje dane na temat wyglądu i ułożenia ciała. Świadomość takiego „instrumentalnego” potraktowania ukochanej osoby także powoduje silne emocje. Jednak dla wielu rodzin jest to również bardzo ważny moment, śledztwo pozwala bowiem na rozwianie wątpliwości, co do udziału osób trzecich, a to często stanowi pytajnik po stronie bliskich zmarłego. Bólu przysporzyć może tu również bycie przesłuchiwanym przez służby czy identyfikacja ciała, kiedy koniecznym jest potwierdzenie tożsamości zmarłej osoby. Czasem dzieje się tak, iż obraz zmasakrowanych zwłok jest tym, który osadza się w pamięci i utrudnia przypominanie sobie osoby bliskiej za życia, co powoduje kolejną falę cierpienia po stracie suicydalnej.

Śmierć samobójcza niekiedy budzi zainteresowanie ze strony mediów, co zapewne nie pomaga w radzeniu sobie z doświadczeniem utraty. Czynienie sensacji z osobistej tragedii stanowi o pogłębianiu się izolacji od świata, a to z kolei potęguje doświadczenie i tak już obecnego osamotnienia.

Wsparcie otoczenia

Samobójstwo pozostawia wiele pytań, także po stronie społeczności, w której żyje osierocona rodzina. Zrozumiałym jest poruszenie, kiedy dochodzi do zetknięcia się z taką stratą, ale czym innym są próby wyjaśnienia tego, co miało miejsce, poprzez plotki czy oceny kierowane pod adresem bliskich zmarłego. Mierzenie się z „informacjami” na temat romansu czy uzależnienia od hazardu, które przełożyło się na milionowe długi, nie pomaga w składaniu historii życia na nowo. Śmierć samobójcza sama w sobie stanowi często przyczynek do doświadczania wstydu i do uznawania własnego życiowego piętna. Ważnym jest, aby otoczenie nie pogłębiało tej izolacji poprzez społeczny ostracyzm, lecz stanowiło źródło wsparcia, tak bardzo potrzebnego tym, którzy pozostają z bagażem tej traumatycznej straty.

Małgorzata Maj-Miejrzejewska jest psychologiem i psychoterapeutą. W prowadzi konsultacje psychologiczne, terapie indywidualne, grupy wsparcia i wyjazdowe interwencje kryzysowe. (więcej

14/11/2018

Zapraszamy do nowej grupy wsparcia w Warszawie.

więcej >

Szczególowe informacje o naszych grupach wsparcia znajdują się tu. 

06/11/2018

Fundacja Nagle Sami w mediach w okresie Wszystkich Świętych.

więcej >

W okresie Wszystkich Świętych, jak co roku, byliśmy obecni w różnych mediach. O części naszych wystąpień i publikacji z naszym udziałem informowaliśmy na bieżąco na fb.
Poniżej znajduje się pełna lista:

29.10.2018

  • TVP Gdańsk, „Dzień dobry. Tu Gdańsk”. rozmowa z Dariuszem Keclerem , psychologiem z trójmiejskiego oddziału Fundacji Nagle Sami: tu
  • Radio Plus, „Ludzkim Głosem”, rozmowa z psychoterapeutką Martyną Zagórską: tu

30.10.2018

  • portal kobieta.wp.pl, artykuł: „Historie o utracie. Nie ma „sposobu na żałobę”, a czas nie zawsze leczy.”, z wypowiedziami psychoterapeutki, Anny Bajkowskiej: tu

31.10.2018

  • Radio Chillizet, „Emocjonalny ład”, rozmowa z psychoterapeutką Martyną Zagórską: tu
  • blog socjopatka.pl, artykuł: „Jak przeżyć żałobę. Rozmowa z psycholożkami z Fundacji Nagle Sami”, z udziałem psychoterapeutek Anny Bajkowskiej i Martyny Zagórskiej: tu
  • portal zdrowaglowa.pl, artykuł: Jak być wsparciem dla osoby w żałobie? autorstwa psycholog Michaeli Dłużniewskiej: tu
  • portal hicash.pl, „Pamiętajcie o finansach. Zwłaszcza po śmierci bliskich.” rozmowa z prawnikiem fundacji , mecenasem Wojciechem Glacem: tu 
  • portal medexpress.pl, „Jak sobie poradzić po śmierci bliskiej osoby?” , rozmowa z psycholog Michaelą Dłużniewską: tu


01.11.2018

  • Polsat News, „Godziny szczytu”, rozmowa z psycholog Edytą Grzegory: tu
  • Polskie Radio Dzieciom, „Strefa Rodzica”, rozmowa z psycholog dziecięcą Mileną Pacudą 
  • Radio Dla Ciebie, „Wieczór RDC”, rozmowa z psychoterapeutką Anną Bajkowską: tu

02.11.2018

  • TVP3 Wrocław, „Rozmowa faktów”, rozmowa z Alicją Biłozor, psychoterapeutką z wrocławskiego oddziału naszej fundacji: tu

05.11.2018

  • w polsce.pl, rozmowa z psycholog Michaelą Dłużniewską: tu  

 

02/11/2018

Psycholog naszej Fundacji, Edyta Grzegory, gościem programu Godziny Szczytu w Polsat News

więcej >

1 listopada gościem w programie Godziny Szczytu na kanale Polsat News była Edyta Grzegory, psycholog naszej Fundacji. Zapraszamy do obejrzenia nagrania - rozmowy między innymi o tym, z czym może wiązać się przeżywanie żałoby po śmierci bliskiej osoby. Nagranie dostępne jest na naszym fundacyjnym fanpage'u

30/10/2018

Rozmowa z Anią, uczestniczką grupy wsparcia w Fundacji Nagle Sami, o jej doświadczaniu żałoby.

więcej >

Publikujemy poruszającą rozmowę z Anią, uczestniczką naszej grupy wsparcia, która straciła męża będąc w 7 miesiącu ciąży. Ta śmierć niezwykle mocno dotknęła także jej 6- letnią córkę. Bolesna strata, cierpienie, pożegnanie z mężem. Szukanie pomocy dla siebie i dzieci. Ale też nowa nadzieja, gotowość by iść dalej i życie po zakończeniu żałoby. Z Anią rozmawiała Milena Pacuda , psycholog z naszej fundacji.

Aniu – dziękujemy za rozmowę i podzielenie się swoim doświadczeniem.

Aniu, czy mogłabyś opowiedzieć o okolicznościach utraty męża? Wiem, że byłaś wtedy w szczególnym momencie życia.

Cofnijmy się do czerwca 2016 roku. Na tym etapie miałam 31 lat, mój mąż – 35. Nasza córka zaraz miała mieć swoje 6 urodziny i oczekiwaliśmy narodzin naszego syna, w tamtym momencie byłam na początku 7 miesiąca ciąży. Największą pasją mojego męża i jego hobby były motocykle. Zdradził mi kiedyś, że bardzo chciałby zobaczyć Skandynawię właśnie z perspektywy motocykla turystycznego. Bardzo chciał wyruszyć w taką podróż. Wiedzieliśmy, że gdy urodzi się nasze drugie dziecko, realizacja tego marzenia będzie bardzo trudna, dlatego też pojawił się pomysł, by pojechał tam teraz; a we wrześniu miał urodzić się syn - Karol.

Jak zareagowałaś na informację, że chwilę przed porodem Twój mąż wyrusza w podróż na motorze?

Dla mnie to nie był żaden problem. Byliśmy ze sobą 11 lat i 9 lat po ślubie. Wiedziałam, jakim człowiekiem jest mój mąż. Potrzebował dużo własnej przestrzeni, czasu dla siebie, dla swoich pasji, które dawały mu największą radość. To nie był człowiek, którego można było włożyć w pewne ramy. Jak powietrza potrzebował tej adrenaliny. Ja to po prostu doskonale rozumiałam, więc na tym polu nie mieliśmy żadnych konfliktów. Kiedy była ładna pogoda, to mąż siadał na motocykl i po prostu jechał, a ja zostawałam z córką w domu. Nigdy nie widziałam w tym nic złego, ponieważ to był też po prostu czas mój z córką. Dużo osób zadało mi to pytanie, które ty mi teraz zadałaś – jak się z tym czułam. To było dla mnie zupełnie normalne, po prostu mój mąż miał potrzebę pojechania, spełnienia swojego marzenia. Dlaczego miałabym mu powiedzieć: „Nie, nie możesz”? To w ogóle nie pasowało do naszej relacji.
Wyprawę planował z kilkoma osobami i w środku czuł, że organizacyjnie ta wyprawa nie jest tak przygotowana, jak powinna być. Nie dzielił się jednak ze mną swoimi wątpliwościami ani obawami na ten temat. Pewnie wiedział, że gdyby zaczął się tym ze mną dzielić, może próbowałabym go powstrzymać. Dopiero po jego śmierci dowiedziałam się tego od jego przyjaciół. Mechanik, który przygotowywał jego motocykl na wyjazd, wiedział, że mój mąż bał się jechać, że ma złe przeczucia. Mężowi bardzo zależało, żeby przed wyjazdem zapłacić za wszystkie części od motocykla, bo jak powiedział: „Co, jeśli nie wrócę?”. Te jego myśli, słowa docierały do mnie już po jego śmierci. Mój mąż jeździł na motocyklu od 10 lat. Nigdy nie miał stłuczki czy nawet otarcia. Kiedy pojechał, nie czułam żadnego dyskomfortu z tym związanego. Termin jego wyjazdu wypadł na dzień przed Dniem Ojca, to był 21 czerwca, a ja byłam z bardzo dużym brzuchem. Na do widzenia pocałował mnie w brzuch, a córce powiedział, że ją kocha. Żegnaliśmy się z nim jeszcze przez okno, machaliśmy mu na do widzenia. W momencie kiedy odjechał, moja córka powiedziała do mnie: „Mamusiu, tata nie wróci”. Odpowiedziałam jej: „Co ty mówisz, Córeczko, tata wróci za 9 dni”, a ona wtedy powtórzyła: „Mamusiu, tata nie wróci”. Dzieci mówią różne rzeczy i uznałam, że to jest jakiś jej objaw lęku, strachu, niepewności lub też złości, że tata pojechał.
Z mężem w zasadzie byliśmy codziennie w kontakcie. Ja starałam się do niego nie dzwonić, nie chciałam mu przeszkadzać w trasie. Najgorsze, gdy ktoś jedzie na motocyklu i telefon mu dzwoni, a nie może go odebrać. Dlatego ja bardziej czekałam na telefon od niego. Wiem, że był bardzo zmęczony, że podróż była bardzo trudna, warunki atmosferyczne były kiepskie, padało w zasadzie cały czas, a w górnych partiach Norwegii leżał śnieg. Ostatni raz kiedy mieliśmy możliwość takiego dłuższego porozmawiania przez telefon, mąż był bardzo poruszony, w zasadzie płakał, mówił że to nie był dobry pomysł, nie powinien bez nas wyjeżdżać, że powinien być z nami, że bardzo tęskni. Był roztrzęsiony. Byłam zszokowana, ale próbowałam go uspokoić, że wszystko jest okej, że pomału do celu, jeszcze tylko 3 dni.
W dniu 28 czerwca napisał mi rano, że jadą przez góry i że najgorsze przed nimi. Potem dostałam SMS, że pokonali góry, że już najtrudniejsze za nim i zaraz będzie odpoczynek. Wysłał mi zdjęcie siebie – siedział na poboczu, robili ognisko. Napisałam mu, że wygląda okropnie i musi się wykąpać. To były nasze ostatnie SMSy. Dwie godziny później mój mąż już nie żył. Nie miałam w tamtym momencie żadnego przeczucia. Wracałam do domu z dzieckiem z przedszkola, z zakupami. Kupiłam rzeczy na ulubiony obiad męża, czyli na kotlety schabowe z ziemniakami i mizerią. Miał wrócić pojutrze.

I wtedy przyszła TA wiadomość?

Bardzo niebawem. W domu była moja mama, przyszedł do mnie mój szwagier, który powiedział, że zabiera naszą córkę na noc. Byłam zaskoczona, skąd taki pomysł. Za chwilę przyszła moja siostra. Zobaczyłam ją na klatce schodowej, a za nią szedł najlepszy przyjaciel mojego męża. Wtedy poczułam, że jest coś nie w porządku. Zapytałam, co się stało, czy coś się stało z Marcinem. Na co moja siostra po prostu odpowiedziała: „Marcin nie żyje”.

Domyślam się, jak straszna była dla Ciebie ta informacja, jak okrutnie bolesny był to moment. Jednocześnie pamiętam, że byłaś wtedy w ciąży. Jak pomieściłaś tę falę bólu, która zalała Twoje ciało?

W pierwszym momencie był wrzask i niedowierzanie, potem zemdlałam. Przyjechała karetka, trafiłam do szpitala i w tamtym momencie zamilkłam. Po prostu przestałam się odzywać. Podobno jedynym pytaniem, które zadawałam przez kilka następnych godzin było: „Gdzie jest Marcin?”. Przez kilka następnych dni, jeśli coś mówiłam, to się jąkałam. Jedyną osobą, do której wymawiałam podstawowe słowa, było moje dziecko. Uczucia? To jest przeszywający ból, fizyczny. Ból, który w zasadzie niszczy wszystko. Na początku jest też oczywiście ogromne niedowierzanie, myśli, że to na pewno jakiś sen. W szpitalu sprawdzono, czy z dzieckiem jest wszystko w porządku – bo na skutek tego stresu reakcje mogły być naprawdę różne. Na szczęście okazało się, że z Karolem było wszystko dobrze. Później przyszła egzystencja.
To, że ja w ogóle mogę mówić o tym dniu, to jest moja ogromna praca, jaką wykonałam poprzez technikę EMDR. Największą traumą była dla mnie właśnie ta sytuacja, kiedy dowiedziałam się o śmierci Marcina od mojej siostry. Mówię o tym, ponieważ terapia traumy była ważnym elementem, który pomógł mi żyć dalej. Oczywiście oprócz konsultacji psychologicznych, grupy wsparcia, największy przełom w moim życiu przyniosła metoda EMDR, która przeprowadzona została przez poleconą mi osobę. Ta technika miała być przeznaczona do pracy z moją córką. Moim warunkiem było jednak to, że najpierw sama ją na sobie przetestuję. Zdecydowałam się i to w zasadzie była moja najlepsza decyzja. Wiadomo, że każdy z nas jest inny i inaczej reaguje na różne formy pomocy, ale u mnie to kliknęło. To był ten moment przełomowy. Na terapii zwizualizowałam sobie dokładnie te traumatyczne sytuacje. Pracowałam nad nimi w swoim umyśle, dopóki skala dyskomfortu, kiedy przywołuje się ten obraz i ocenia od 0 do 10, z tych 10 zeszła prawie do zera.
Moment, w którym dowiedziałam się o śmierci męża, nigdy na tej skali nie przyjmie wartości 0, ale uznałam, że poziom 2 jest bardzo dobrym wynikiem. Zdecydowałam się na tę rozmowę, ponieważ już mogę przywołać te najtrudniejsze momenty i nie poniosę tego ogromnych kosztów. Mam już to w głowie po prostu poukładane w różny sposób.

Myślę o sile emocji, które pojawiają się w żałobie. Ty byłaś wtedy w ciąży. Pomieszanie ogromnego bólu z lękiem o dziecko. Miałaś jakąś strategię, by przetrwać ten czas?

Następnego dnia po śmierci mojego męża dostałam namiar do psychoterapeutki, która ma doświadczenie w pracy z osobami po stratach. W zasadzie momentalnie trafiłam w jej ręce i zdałam sobie sprawę już na drugim spotkaniu, że to chyba nie jest dobry moment na taką pracę. Im bardziej pozwalam sobie na rozmowę i doświadczanie silnych emocji, tym większy dyskomfort czułam w brzuchu. Mój syn dawał mi to ewidentnie do zrozumienia. Wtedy cała „para” poszła w opiekowanie się córką. Za dwa miesiące miała iść do szkoły. Zaczęła spotkania ze wspaniałą psycholożką z poradni interwencji kryzysowej, a później grupę dla dzieci po stracie w Fundacji NAGLE SAMI. Sygnałem ostrzegawczym było także to, że dostałam bardzo silnych krwawień i było ryzyko, że urodzę Karola wcześniej. Stąd też wiedziałam, że moja cała energia, w właściwie resztka energii, którą miałam, musiała być skupiona na tym, żeby ciąże donieść jak najbliżej terminu porodu.
Do czasu porodu starałaś się nie sięgać do tych najtrudniejszych uczuć. Rozumiem, że miałaś jednocześnie myśl, że po narodzinach Karola, zajmiesz się także sobą, swoimi uczuciami, rozpaczą?
Tak, ten czas zatrzymania trwał dwa i pół miesiąca. Wiedziałam jednak, że czeka mnie zmierzenie się z tym, co nieuniknione. Powróciłam na tę ścieżkę, kiedy zaczęła się grupa wsparcia. Karol miał wtedy jakieś 3-4 miesiące. Dodatkowo korzystałam z indywidualnych spotkań z psychologiem. Zaczęłam się zajmować sobą. Jestem osobą na tyle świadomą, że wiem, że TO samo nie przejdzie. Wiem, że są dwie drogi. Jedna z nich, ta w której uzewnętrzniasz się i przeżywasz wszystko, co jest do przeżycia, jest ostatecznie łatwiejszą drogą. Dobrze robić to z kimś, kto Ci pomoże przez to przejść, kto się na tym zna, da znać, jeśli zapali się czerwona lampka. To łatwiejsza droga niż robienie tego samemu.

Powiedziałaś też o tym, że chwilę po śmierci Twojego męża swoją energię przekierowałaś na wspieranie córki. Jakie były jej potrzeby w tamtym czasie? Jak wyglądała jej żałoba?

Powiedzenie dziecku o tym, co się stało, było dla mnie traumatycznym doświadczeniem. Panicznie szukałam informacji o tym, w jaki sposób to zrobić. Nie wiedziałam, czy tę informację stopniować, czy powiedzieć wszystko od razu, kiedy to zrobić. To było bardzo trudne. Ostatecznie powiedziałam jej najpierw, że tata miał wypadek i że czekamy na informacje ze szpitala, a następnego dnia powiedziałam: „Kochanie, tatusiowi przestało bić serce”.
Nie ma dobrego sposobu powiedzenia dziecku, że jego tata nie żyje. Reakcja mojej córki była straszna, rozrywająca serce na kawałki. Nigdy nie zapomnę jej oczu, histerii, paniki, próby całkowitego wtulenia się we mnie. Jednocześnie nie do końca zrozumiała, co to znaczy. Od tego momentu byłyśmy cały czas razem. Wiedziałam, że muszę być z nią, całkowicie, w każdej chwili, kiedy mnie potrzebuje. To była jedyna osoba, na której umiałam się skupić. Można powiedzieć, że dzięki Bogu, że ona była. Gdyby nie ona, to pewnie do nikogo bym się nie odzywała, byłoby mi wszystko jedno. To ona była powodem, żeby wstać z łóżka. Mam poczucie, że córka przechodziła różne naturalne etapy żałoby, miała fazę zaprzeczania, wściekłości, smutku. Czytałam wtedy bardzo dużo książek, o tym jak wspierać dzieci w żałobie. Czytałam historie osób, które straciły rodziców w dzieciństwie i jak one to przechodziły, czego im brakowało. Skupiłam się całkowicie na córce. Przyzwoliłam jej na wszystkie emocje w tamtym czasie, więc jeśli była wściekła, to pozwalałam jej drzeć kartki, walić poduszkami w ścianę, a ja po prostu siedziałam przy niej, byłam i nic nie robiłam. Jeśli miała ochotę tłuc talerze, to tłukłyśmy talerze. Jeśli miała ochotę rzucać kamieniami w garaż, to to robiłyśmy (oczywiście w bezpiecznej przestrzeni). Ja też oberwałam od mojej córki. Przypominała mi swoje słowa – że przecież mówiła mi, że tata nie wróci, a ja nic nie zrobiłam. Czasem próbowałam córce tłumaczyć, że to był wypadek, że nie mamy na wszystko w życiu wpływu i tak po prostu już jest. U niej uaktywnił się silny lęk związany z podróżowaniem, z moimi wyjściami z domu.
Córka chodziła do Fundacji i to też bardzo jej pomogło. Nauczyła się pięknie mówić o emocjach i, co ważne, poznała inne dzieci, które też straciły rodzica. W szkole była jedynym dzieckiem po śmierci rodzica. Jest niesamowita, jeśli chodzi o mówienie o swoich emocjach, to zostało jej do dziś. Czasem się złoszczę, ale z drugiej strony czuję, jaki to wielki dar, kiedy ona mówi, co ją złości, smuci, nie musi tego odreagowywać w trudnych zachowaniach.
To, co pomagało jej przejść żałobę, to grupa w Fundacji, indywidualna pomoc psychologa dziecięcego, obecność rodziny, możliwość wyrażania wszystkich emocji, rozmowy i brak tematów tabu, bo według niej tata był boski i wspaniały, ale też niedobry, bo przecież wyszedł i nie wrócił (nie dotrzymał danego słowa). Moja córka jest jednak obecnie zupełnie innym dzieckiem, niż była. Jest dużo bardziej dojrzała i płaci za to swoją cenę w szkole. Dzieci znają jej czuły punkt, wiedzą, że wystarczy powiedzieć: „A ty nie masz taty, a ja mam”. Dorośli są bardziej wysublimowani, jeśli ranią, to często w białych rękawiczkach. Dzieci robią to wprost, więc mierzymy się również z takimi sytuacjami. Nauczycielka córki wie, czego doświadczyła moja córka, była informowana, na co warto zwracać uwagę i czułam jej ogromne wsparcie w tym czasie. Było to dla mnie niezwykle ważne. Córka trochę odstaje od innych dzieci, to widać. Doświadczenie utraty, jej dojrzałość, świadomość odróżniają ją od rówieśników. Czasem pokutuje to tym, że w grupie rówieśniczej jest odsuwana, a ona sama czuje, że jest nieco inna. Córka także była poddana technice EMDR. Pani terapeutka powiedziała, że bywają dorośli, którzy nie współpracują tak dobrze jak ona. Byłam z niej naprawdę dumna. Ona głównie rysowała obrazy, które miała w głowie. Przedstawiała na rysunku swoje serce, które ze spotkania na spotkanie było coraz bardziej uleczone. Zakończyliśmy EMDR na czterech albo pięciu spotkaniach. Pani terapeutka powiedziała, że w tym obszarze praca z moją córką jest zakończona, ja też to czułam. Obecnie nie chodzi do psychologa, ale ja nadal jestem czujna.

Dziękuję, że opowiedziałaś, jaką drogę przeszła twoja córka. Powiedz, proszę, teraz o swoim procesie. W kontekście żałoby dużo się mówi o poszczególnych etapach, czy Ty też ich doświadczałaś?

U mnie nie było tak jasno określonych tych etapów. Poza pierwszym, kiedy byłam w szoku i zaprzeczeniu. Podświadomie czekałam, aż mój mąż wróci, liczyłam, że usłyszę jego kroki, dźwięk kluczy w drzwiach. Zaraz po jego śmierci urodził się nasz syn i moje życie znów wyglądało całkowicie inaczej. Byłam wykończona psychicznie i fizycznie. Bycie samotnym rodzicem córki, która potrzebuje cię na 200%, i dziecka, które nie śpi w nocy, jest potwornie trudne. Mówiono mi też, że na skutek doświadczeń w ciąży, Karol prawdopodobnie będzie bardzo wymagającym dzieckiem i taki rzeczywiście był. Najtrudniejszym momentem, który nadszedł już po narodzinach Karola, było Boże Narodzenie, pół roku po śmierci mojego męża. Spałam godzinę, dwie dziennie, łapałam się na tym, że chodzę z dzieckiem na rękach po mieszkaniu i nie wiem, czy to sen czy jawa. Zrozumiałam, że ten stan jest bardzo niebezpieczny. Byłam wykończona. Potem przyszła wiosna, ale nie przyniosła ona znaczących zmian, pamiętam moment w marcu lub kwietniu, kiedy poczułam, że jest naprawdę bardzo źle i że jest mi w zasadzie wszystko jedno. To było mniej więcej 9 miesięcy po śmierci Marcina, ale dopiero 2 miesiące od momentu, kiedy zaczęłam ze sobą pracować. Poprawa była odroczona w czasie. Najpierw czułam, że jest mi absolutnie wszystko jedno: jak wyglądam, co jem, z kim rozmawiam. W zasadzie dbałam tylko o to, żeby dzieci były zadbane, ubrane, najedzone, zdrowe, reszta nie miała żadnego znaczenia. Właściwie się nie odzywałam. Dopiero teraz moja mama mówi mi, jak to wtedy było, jaką mnie pamięta z tamtego czasu. Bardzo mi wtedy pomagała, nie wiem, jakby to było bez niej. Robiła zakupy, gotowała, była niezastąpiona w tamtym czasie.
Na spotkaniu w sprawie rozpoczęcia przez córkę terapii EMDR dostałam od pani psycholog informację, że widzi, że ze mną też jest bardzo źle i jeśli ja nie stanę na nogi, to moja córka też nie stanie na swoje. To był dla mnie jasny sygnał. Jako matka dwójki małych dzieci, nie miałam czasu na wieloletnie terapie, więc EMDR był czymś dla mnie. Kiedy trafiłam do wspaniałej specjalistki od tej metody, szybko rozpoznałyśmy, które doświadczenia po śmierci męża są tymi traumatycznymi. I zadziała się magia. To było najtrudniejsze 7 czy 8 spotkań w moim życiu, wychodziłam z nich całkowicie wyczerpana, wykończona. Trudno to sobie nawet wyobrazić. Na spotkaniach przywoływałam ten najtrudniejszy moment, otrzymanie informacji o tym, że Marcin nie żyje. Robiłam to tyle razy dopóki nie zaopiekowałam się w tej sytuacji sobą, dopóki nie poczułam siły, żeby poradzić sobie z tym obrazem. Podczas tej rozmowy również przywołałam ten moment, kiedy przychodzi moja siostra i mówi, że mój mąż nie żyje. To była moja największa trauma. Przez długie miesiące nie mogłam patrzeć mojej siostrze w oczy, nie mogłam z nią rozmawiać, ponieważ była posłańcem złej wiadomości. Na którymś spotkaniu to wspomnienie zmieniło się, w wyobraźni otworzyłam drzwi mojej siostrze i powiedziałam: „Ja już wszystko wiem, jestem gotowa”.
W trakcie terapii okazało się, że bardzo ważnym aspektem całej układanki był brak pożegnania z moim mężem. Nie byłam tego świadoma, bo nie mieliśmy żadnych niezałatwionych spraw. Byliśmy pogodzeni, między nami wszystko było dobrze. Jednak nie zdążyliśmy się pożegnać, tak na zawsze. Na jednej sesji, kiedy wróciłam myślami do tego traumatycznego wspomnienia, w mojej wyobraźni pojawił się mój mąż, który stanął w drzwiach i przyszedł się ze mną pożegnać. Nie byłam w stanie go wypuścić i to było straszne. Ta projekcja trwała około 20 minut. Terapeutka, która prowadziła spotkanie, powiedziała w którymś momencie, że muszę go puścić, pozwolić mu odejść. Wiedziałam, że jeśli to zrobię to on już nie wróci. Pocałował mnie w czoło, wyszedł na klatkę i powiedział: „Dasz sobie radę”. Ja zostałam w mieszkaniu. W momencie, w którym wyszedł, w mieszkaniu pojawiły się moje dzieci. Zamknęłam drzwi, odwróciłam się, a one siedziały na dywanie. Okazało się, że obecność w wizjach mojego męża wykluczała obecność dzieci, szczególnie mojego syna. Kiedy pożegnałam mojego męża, w moim umyśle pojawiła się przestrzeń na Karola. Ta wizja, bo przecież nie zadziało się to naprawdę, wystarczyła mi. To było moje symboliczne pożegnanie się z mężem. I to, że powiedział „Dasz sobie radę”, zamknięcie drzwi, zobaczenie dzieci i poczucie, że nie zostałam sama. To było niesamowite. Po tym zdecydowałam się na wyjazd z dziećmi na miesiąc do innego kraju, do mojej rodziny, która mieszka nad morzem. To była bardzo dobra decyzja. Na wakacjach nadal byłam w bezpiecznym otoczeniu. To tam zaczęłam czuć, że idę już w dobrym kierunku, poczułam wiatr w żaglach, wiedziałam, że będzie dobrze. Gdy wróciłam i poszłam na ostatnie spotkanie z terapeutką, dowiedziała się, że praca jest skończona, że już żyję dalej. Usłyszałam też: „Masz pełne prawo do tego, żeby być szczęśliwą, jeśli pojawiają się bariery, to tylko Ty je sobie stawiasz, bo wszyscy Ci tego szczęścia życzą”. To było dla mnie niesamowicie ważne, bo kolejny etap to pozwolenie sobie na to, żeby się uśmiechać, żeby żyć dalej. To, na czym jeszcze skupiałam się w tamtym czasie, to sny. Kiedyś przyśniło mi się, że zobaczyłam się w lustrze i nie byłam ubrana cała na czarno, tylko w szary T-shirt. Ja przez cały rok chodziłam na czarno, a w tym śnie spodobałam się sobie tak bardzo, że kiedy wstałam, dokładnie tak się ubrałam. Zacząłem się wsłuchiwać w takie proste rzeczy, które w mały sposób dużo zmieniały.

Czy potrafisz wskazać taki moment, który określiłabyś jako domknięcie żałoby? Czy czujesz i mówisz o tym, że Twoja żałoba jest zakończona?

Już się nie posługuje słowem „żałoba”. Jestem wdową, ale nie jestem już osobą w żałobie. Tęsknie, ale też pozwalam sobie na tę tęsknotę i to uczucie nie wpływa na moje życie codzienne. Pozwalam sobie na chwile, w których wspominam mojego męża, myślę o nim, ale idę dalej. Myślę sobie wtedy: „Dziękuję za to, że byłeś”, i to mnie nie zatrzymuje. To też wskazuje, że moja żałoba została może nie tyle co „zamknięta”, „domknięta”, bardziej czuję, że ją przeżyłam. Po prostu ja ją naprawdę świadomie przeżyłam i wykonałam ogromną pracę. Nad sobą, nad dziećmi. Czytałam też dużo książek dotyczących żałoby, jak to przejść, czy to, co przeżywam jest normalne, czy to już jest jakaś anomalia. Więc mogę powiedzieć, że tę żałobę przeżyłam kompletnie i nie jestem już osobą w żałobie. Jestem wdową, która ma chwile, że tęskni, ale żyję dalej.

Czy chcesz opowiedzieć coś o Twoim aktualnym życiu? Jak ona wygląda, jak bardzo się zmieniło, na jakim etapie jesteś?

Całkiem normalnie, prosto. Zamykam jeszcze sporo tematów formalnych, jeszcze związanych z „tamtym” życiem. Czuję, że jestem zupełnie inną osobą. Akceptuję to. Nie zastanawiam się jednak, czy lepszą czy gorszą niż kiedyś. Wiele rzeczy, które dla kogoś urastają do rangi dużego problemu, dla mnie są błahostką. Nie jestem nieczuła, ale mam inną skalę problemów. Ludzie na początku nie wiedzieli, jak do mnie podejść, ale dosyć szybko zobaczyli, że jestem normalna. Pracuję w bardzo dużej firmie i część ludzi nie wiedziała, co się stało, pytali w kuchni: „Co słychać? Jak dzieciaki, jak mąż?”.

Jak sobie z tym radziłaś?

Po prostu mówiłam prawdę. Jestem wdową. Mój mąż nie żyje. No i to był szok dla wielu osób. Dodawałam wtedy: „Ale jest okej, możemy o tym porozmawiać”. Raczej nie chcieli o tym rozmawiać. Teraz, inaczej niż na początku, to nie jest już temat tabu. Nie jestem też już sama – to się zmieniło w moim życiu, to jest ogromna zmiana.

Jesteś w związku, tak?

Tak, tak jestem w relacji z mężczyzną. To też było dla mnie ważnym momentem, żeby dać sobie przyzwolenie na zaangażowanie się w nowy związek. Zaczynać nową relację po czymś takim, nie jest łatwo. Trzeba uwolnić umysł i naprawdę zacząć od nowa. Czy czuję lęk przed stratą? To nieuniknione. Mój partner jest zupełnie inną osobą niż mój mąż. Nie porównuję ich. Właściwie nie da się tego zrobić i to jest moim zdaniem dobre. Są zupełnie inni pod kątem wizualnym, różnią się charakterami. Mój obecny partner to osoba, którą znałam już wcześniej i teraz pojawiła się ponownie. To jest wspaniałe, daje mi ogromny bufor bezpieczeństwa, szczęście, proste rodzinne chwile. Spokój, który cenię najbardziej. Mając dzieci, zaufać komuś obcemu, jest bardzo trudno. Jeśli się zna daną osobę wcześniej to zaufanie przychodzi dużo łatwiej.

Czerpiesz z życia, cieszysz się nim…

Ja żyję życiem. Cieszę się chwilami, momentami. Nie planuję dużo w przód – to jest coś, co się we mnie bardzo zmieniło. Ja byłam osobą, która wiedziała, ile zaoszczędzę za dwa-trzy lata, gdzie pojedziemy na wakacje, co będziemy robić. Teraz moje planowanie ogranicza się do miesiąca w przód. Cieszę się z tej nowej relacji. Cieszę się, bo to jest On. Cieszę się na to, jakie relacje mają z nim moje dzieci, a to było dla mnie kluczowe. Dajemy sobie jako rodzina bardzo wiele: miłość, spokój, troskę. Zwracam uwagę na te drobiazgi. Życie płynie normalnie. Wróciłam do tej samej pracy, w której pracowałam wcześniej, mieszkam w tym samym mieszkaniu, tylko sporo w nim zmieniłam. Wsłuchiwałam się w siebie i w te drobne sygnały. Kto by pomyślał, że założenie w tamtym momencie tego T-shirtu będzie początkiem wyjścia z chodzenia w czerni.

Szukasz sensu w tym, co się stało? Udało Ci się go znaleźć?Czy tak bolesne wydarzenia mają sens? Na ile cierpienie twojego dziecka ma sens?

To bardzo trudne pytanie i nie wiem, na ile na to pytanie mogę odpowiedzieć. Ale wiem też, że moje dziecko już teraz nie cierpi. Nie miałam wpływu na to, co się działo wtedy, ale mam realny wpływ na to, co się dzieje z moim dzieckiem teraz. I ja wiem, że moje dziecko już nie cierpi i to jest dla mnie najważniejsze. Śmierć mojego męża dotknęła bardzo wiele osób. Wiem, że gdybyś zadała to pytanie moim teściom czy rodzicom, to powiedzieliby Ci, że absolutnie nie ma w tym żadnego sensu. Ja to w pełni rozumiem, w pełni szanuję i akceptuję. Jeśli pytasz mnie, chyba się domyślam, jaki może być w tym sens, ale jest to coś bardzo prywatnego i osobistego. Natomiast jeśli chodzi o mojego męża, wiem, że umarł szczęśliwy. My wiele razy o tym rozmawialiśmy. Bał się starości, umierania chorym, kiedy będzie musiał się nim ktoś opiekować. Zawsze mówił, że chciałby umrzeć szybko i w zdrowiu. No i widzę sens, dla którego ja i córka pojawiłyśmy się w jego życiu. Dałam mu wszystko, co najlepsze, i on też mi to dał. Dał mi dzieci, które mamy boskie, wspaniałe. Ja widzę sens tej relacji, wiem, dlaczego się spotkaliśmy i dzieci są najlepszym tego dowodem. Ale nie czuję się uprawniona do tego, by oceniać, czy czyjaś śmierć miała sens. To nie ja rozdaję karty. Dano mi takie życie, jakie mam, i staram się je przeżyć w godny sposób, nie zmarnować tego czasu. Jest życie po stracie i może być równie dobre – trzeba sobie na nie pozwolić i być wdzięcznym za to, co było. Ja wiem to teraz, przyszło to do mnie z czasem. Gdybym usłyszała to dwa, trzy, pięć miesięcy po śmierci męża, to bym powiedziała: „Aha, czyli ty w ogóle nie wiesz, co ja czuję, co ja przeżywam”.

Czy chciałabyś jeszcze coś powiedzieć osobom, które doświadczają żałoby?

Chciałabym zachęcić osoby w żałobie do korzystania z fachowej pomocy. To jest moje przesłanie numer jeden. Bardzo wiele osób z mojej rodziny i z rodziny mojego męża tego nie zrobiło i jesteśmy na zupełnie innych etapach życia jeśli chodzi o ten proces. Wiem, że to boli. Rozmawianie, rozdrapywanie, wałkowanie, ale tak naprawdę to jest najłatwiejsza droga. Jeżeli mija rok i nie jest choć trochę lepiej, to powinna zapalić się czerwona lampka. Mam też doświadczenie wdowieństwa mojej mamy, które było bardzo źle poprowadzone, i wiem, jakie były tego skutki. Miało to wpływ na całą moją rodzinę przez długie lata. Pamiętam, jak bardzo ona źle to znosiła, dlatego teraz byłam czujna na wszystkie sygnały alarmowe. Nawet moja mama mówi, że być może jej doświadczenie było po to, żebym ja miała choć trochę łatwiej, bo wiedziałam, jak to może się potoczyć. Wiem, że dla każdej osoby fachowe wsparcie może być czymś zupełnie innym. Ja też na początku się bałam. Bałam się terapii EMDR, myślałam, że to czary, zabawa z umysłem. Ale albo poczujesz, że coś jest dla ciebie dobre, albo się wycofujesz, mówisz „dziękuję” i szukasz pomocy w innym miejscu.
Korzystając z okazji chciałabym podziękować Wszystkim osobom, które pojawiły się w naszym życiu w tym najtrudniejszym momencie oraz Tym, którzy byli z nami od zawsze. Ja odnajduję w bliskości i rozmowie źródło siły. Dziękuję! To nasz wspólny sukces.

Dziękuję za rozmowę.

30/10/2018

1. listopada - trudny dzień dla osób w żałobie. Jak sobie pomóc? – artykuł naszej psycholog.

więcej >

Dzień Wszystkich Świętych to często trudny moment dla tych, którzy są w żałobie. Jakie uczucia mogą się pojawiać w tym okresie, co może być szczególnie trudne i jak można sobie pomóc? O tym mówi artykuł autorstwa Martyny Zagórskiej, psycholog i psychoterapeutki z naszej fundacji. Zachęcamy do czytania. 

Dzień Wszystkich Świętych to wyjątkowy czas w roku, gdy jesteśmy myślami przy tych, którzy odeszli. Trzeba jednak pamiętać, że każdy ze zmarłych miał rodzinę i bliskich, którzy zostali, i dla których jego śmierć oznaczała cierpienie.

Dla osób w żałobie ten czas bywa bardzo trudny. Często zadają sobie pytanie jak go spędzić aby był łatwiejszy i jak sobie pomóc?
Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie, bo – podobnie jak w przebieg procesu żałoby – jest to zawsze kwestią indywidualną.
Na początku ważne jest to aby mieć świadomość, że w okresie Wszystkich Świętych może być trudniej. Jest to normalne w przebiegu żałoby, nie tylko w pierwszym roku jej trwania. Ten czas bowiem kontaktuje nas ze śmiercią i stratą ukochanej osoby. Może przywoływać bolesne wspomnienia i emocje, jeszcze silniej niż zazwyczaj konfrontować z pustką i samotnością.
W Polsce w to święto wpisana jest też silna tradycja, pewne określone schematy postępowania, a co za tym idzie - oczekiwania społeczne, które nakazują posprzątać grób, przynieść kwiaty i świece, spotkać się z rodziną i wspominać zmarłych.
Bywa tak, że osoba pogrążona w żałobie nie chce spędzać tego dnia w ogólnie przyjęty sposób. Nie ma chęci aby iść na cmentarz w tym dniu lub woli pójść sama, wieczorem, bo potrzebuje spokoju i intymności. Czasem spotyka się ona z niezrozumieniem ze strony otoczenia, pytaniami i komentarzami, które nie ułatwiają przetrwania tego okresu. Istotne jednak, aby pozostać w zgodzie z samym sobą i własnymi potrzebami, bo zmuszanie się do robienia czegoś wbrew sobie może potęgować napięcie i stres.
Dobrze jest posłuchać siebie, zastanowić się na czym nam zależy w tym dniu i zadecydować w jaki sposób chcemy go spędzić i z kim. Warto też porozmawiać o tym z bliskimi, którzy często w dobrej intencji, mogą mieć swoje wyobrażenia o wspólnym spędzeniu tego dnia. Taka rozmowa może oszczędzić niepotrzebnych nieporozumień czy rozczarowań. Może też, w razie potrzeby, pomóc wypracować kompromis.
W okresie Wszystkich Świętych, tak jak w każdym trudniejszym momencie żałoby, warto też zadbać o siebie szukając wsparcia w otoczeniu, nie czekając na to, aż ktoś zauważy, że nam ciężko. Zwracanie się po pomoc bywa niełatwe i jest też niedoceniane, jednak warto spróbować ponieważ wsparcie życzliwych osób może mieć ogromną moc.

Martyna Zagórska jest psychologiem i psychoterapeutką humanistyczną. W Fundacji prowadzi konsultacje psychologiczne, psychoterapię i grupę wsparcia dla dorosłych.(więcej

 

 

 

17/10/2018

Artykuł psychoterapeutki Ewy Bytniewskiej o tym czego może doświadczać para po stracie dziecka.

więcej >

Poniższy tekst mówi o trudnościach jakich doświadcza wiele par po śmierci dziecka. Jak dalej być razem? Co z relacją w parze? Jak wygląda pomoc dla pary w takiej sytuacji? Zachęcamy do czytania.

Jak dalej być razem, gdy pusty pokój zmarłego dziecka boleśnie przypomina, że ono już nie wróci, a przecież przez tyle lat z nami było? Gdy pojawiają się przypisywane sobie nawzajem myśli, że ona/on nie przeżywa tej straty tak, jak powinien? Co z relacją w parze, gdy wystawiona jest na jedno z trudniejszych doświadczeń życiowych – doświadczenie utraty dziecka?
To, że bardzo boli, tak bardzo, że brakuje słów na określenie tego, co się przeżywa, staje się codziennością. W pewnym momencie wybija godzina „0”, w której – wraz z odejściem dziecka – zatrzymuje się czas. Kilka/kilkanaście lat wspólnej codzienności z córką/synem, której/go nagle po prostu nie ma i… już nigdy nie będzie. A dzieci grające w piłkę na boisku osiedlowym, gwar przerwy w szkole i każdy kolejny dzień przypominają, że życie toczy się dalej i nie chce się zatrzymać. Pomimo że życie rodziców stanęło w miejscu.
Ponieważ boli zbyt mocno, u każdego z dwojga może powstać wrażenie, że TEGO BÓLU nikt nie zrozumie. „ON nie zrozumie mnie, ponieważ nie mówi o tym”, „ONA nie zrozumie mnie, bo za każdym razem daje mi odczuć, że nie chce o tym rozmawiać”. Może powstać poczucie, że tylko sami ze sobą możemy być w naszym cierpieniu. Samo rozpoczęcie rozmowy z drugą osobą na TEN TEMAT wydaje się być za trudne. Przerasta.
Ważne, aby w tym momencie poszukać pomocy specjalisty, terapeuty par, aby zapewnić sobie miejsce i czas dedykowany przeżywaniu żałoby w parze. To czas, w którym terapeuta i rodzice UMAWIAJĄ się na rozmowę o uczuciach i emocjach, dla których brak przestrzeni w codzienności. Ta „umowa na rozmawianie” to szansa na usłyszenie siebie nawzajem w swoim cierpieniu. Wtedy okazuje się bardzo często, że zarówno ona, jak i on czują podobnie i podobnie przeżywają, choć różnie wyrażają swoje emocje.
Usłyszenie tego drugiego jest ważnym elementem pracy nad relacją pary. Podkreślmy: usłyszenie rzeczywiście tego, co czuje i myśli on/ona, nie zaś – co mnie się wydaje, że on/ona ma na myśli. Terapeuta par tworzy warunki ułatwiające komunikację. Pomaga zobaczyć siebie nawzajem jak najbardziej realnie. Wspólna terapia to także szansa na zobaczenie siebie na nowo, bycie ze sobą w bardziej osobisty i czuły sposób.
Szczera, choć nieuchronnie również trudna sztuka dialogu i rozmowy o stracie dziecka może stać się przestrzenią większej bliskości. Bliskości potrzebnej parze także dlatego, że oboje będą musieli w przyszłości wspólnie mierzyć się z kolejnymi rocznicami urodzin dziecka, rocznicami jego odejścia, myślami, kim byłby/byłaby teraz…

Ewa Bytniewska jest psychoterapeutką, doradca psychologicznym i pedagogiem. W Fundacji Nagle Sami prowadzi m.in. psychoterapię par. (więcej

16/10/2018

Zapraszamy na bezpłatne konsultacje psychologiczne!

więcej >

Przy okazji zbliżającego się dnia Wszystkich Świętych, dzięki wsparciu PZU, zapraszamy na bezpłatne konsultacje psychologiczne w dniach 26.10. – 02.11.

Zapisy przyjmujemy od 22.10. (liczba miejsc jest ograniczona) pod numerami :

Warszawa: tel. 502 511 138

Kraków: tel. 502 568 832

Białystok: tel. 790 520 622

Wrocław: tel. 609 678 730

Tychy: tel. 505 538 263

Projekt sfinansowany z funduszu prewencyjnego PZU.

........................................................................................................................................................................................................................................

O tym, jak wygląda konsultacja z psychologiem w Fundacji Nagle Sami i dlaczego warto z niej skorzystać, można przeczytać w poniższym tekście.  

Konsultacja z psychoterapeutą w Fundacji Nagle Sami ma swoje określone ramy, m.in. w formie stałych pytań np. o to, co skłoniło Państwa do poszukiwania wsparcia, jaka jest Państwa aktualna sytuacja życiowa. Jednak jest ona przede wszystkim rzeczywistym, często głębokim, spotkaniem i formą pomocy psychologicznej.

Podczas takiej rozmowy można w bezpiecznych warunkach, podzielić się tym, co trudne. Zdarza się, że ktoś po raz pierwszy ma szansę opowiedzenia w pełni o tym co się wydarzyło i co się z nim dzieje. Bez obawy, że kogoś urazi, czy zrani, że zostanie oceniony lub usłyszy „weź się w garść” – tak częste w codziennych kontaktach z ludźmi. To spotkanie to czas, w którym nie trzeba „się trzymać”. Niektóre osoby , z różnych przyczyn, od momentu śmierci bliskiego nie okazywały swoich emocji, próbowały być dzielne - tu mogą sobie odpuścić i np. pozwolić na łzy. Takie spotkanie często jest też momentem przyjrzenia się swoim reakcjom, czasem skontaktowania z emocjami, odkrycia lub uporządkowania ich w sobie. Podczas konsultacji można zadać pytania, np. o przebieg żałoby, o niepokojące lub zastanawiające reakcje (własne lub bliskich). Psychoedukacyjny charakter konsultacji może być szczególnie pomocny dla tych, którzy towarzyszą komuś w żałobie i chcą się dowiedzieć jak najlepiej wspierać tę osobę. Podczas spotkania z psychoterapeutą mogą też porozmawiać o tym co dla nich trudne w byciu przy osobie w żałobie i jak zadbać w tym o siebie. Konsultacja w naszej fundacji może być doświadczeniem, które przynosi pewną ulgę, otwiera inną perspektywę, zwiększa świadomość własnego stanu i pomaga podjąć decyzję o ewentualnym skorzystaniu z dalszej pomocy psychologicznej. Z pewnością jest też formą zadbania o siebie w tej ekstremalnie trudnej sytuacji jaką jest śmierć bliskiego.

04/10/2018

Artykuł o grupach terapeutycznych w Fundacji Nagle Sami autorstwa psycholog Anny Jaglińskiej.

więcej >

Po co i dla kogo tworzymy grupy terapeutyczne w Fundacji? Jakie są ich założenia i w jaki sposób działają takie grupy? Czym różnią się od grup wsparcia?
Na te pytania odpowiada poniższy tekst. Jego autorka, Anna Jaglińska, jest jedną z pomysłodawczyń i prowadzących grupy terapeutyczne w naszej Fundacji. Zapraszamy do czytania.

GRUPY TERAPEUTYCZNE W FUNDACJI NAGLE SAMI – PO CO I DLA KOGO JE TWORZYMY, JAKIE SĄ ICH ZAŁOŻENIA?

Skąd pomysł na grupy psychoterapeutyczne w Fundacji Nagle Sami?

Oferta Fundacji Nagle Sami w zakresie pomocy psychologicznej i terapeutycznej staje się coraz szersza i odpowiada na potrzeby różnych osób zgłaszających się po pomoc. Jest już możliwość pracy indywidualnej (zarówno interwencyjnej, jak i terapeutycznej), pracy z parą, z dziećmi, udziału w grupie wsparcia. Mamy poczucie, że brakowało jednak oferty psychoterapii grupowej.
Psychoterapia grupowa jest skuteczną formą pracy psychoterapeutycznej. Daje możliwość nie tylko wsparcia, ale przed wszystkim efektywnej pracy nad relacjami – również, w przypadku osób mierzących się z żałobą, tymi wewnętrznymi relacjami z osobą zmarłą. Jeśli czyjaś żałoba się przedłuża to istnieje duże ryzyko, że nałożyła się na jakieś wcześniejsze problemy i trudności, w tym relacyjne, nad którymi można pracować w grupie.
Z perspektywy gabinetu terapeutycznego w FNS widać też, że dla części osób strata kogoś bliskiego uruchamia wewnętrzne procesy, które do tej pory były niedostrzegane. Doświadczanie żałoby, dla niektórych osób może stać się okazją do sięgnięcia po pomoc, po którą w innych okolicznościach by się nie zwróciły – może to często dotyczyć osób, które z różnych powodów nie zdołały stworzyć sobie dobrego, bezpiecznego świata relacji.

Do kogo kierujemy tę ofertę?

Oferta psychoterapii grupowej rozszerza dotychczasowy zakres działania Fundacji w zakresie pomocy psychologicznej. Grupy terapeutyczne stają się w Polsce coraz bardziej popularną, cenioną i skuteczną formą pomocy i otwieramy się w Fundacji na osoby zainteresowane tą właśnie formą pracy.
Oferta grup terapeutycznych kierowana jest do osób, które rozpoznają się w całości lub w poszczególnych częściach następującego opisu. Jeśli masz bolesne lub trudne relacje z bliskimi osobami i nie rozumiesz, dlaczego tak się dzieje; jeśli chcesz lepiej rozumieć i wyrażać własne myśli, uczucia, potrzeby; jeśli masz trudności w nawiązywaniu i/lub podtrzymywaniu relacji z innymi; jeśli chcesz poznawać siebie i swój sposób funkcjonowania z innymi, w grupie; jeśli chcesz budować głębsze, bardziej satysfakcjonujące relacje z innymi ludźmi – wówczas dobrym pomysłem jest zgłoszenie się na konsultację do grupy, która prowadzona jest przez osoby docelowo prowadzące grupę terapeutyczną.
Jednocześnie, jak zawsze w naszej działalności, jesteśmy mocno wyczuleni na osoby, których pierwotnym powodem zgłoszenia się do grupy była śmierć kogoś bliskiego. Grupa terapeutyczna może być dobrą odpowiedzią dla osób, które zgłaszają się z przedłużającą się żałobą (głównie więcej niż rok po śmierci osoby bliskiej), negatywnie wpływającą na ich codzienne funkcjonowanie, szczególnie w relacjach społecznych, powodującą osamotnienie i cierpienie. Grupa może też odpowiedzieć na potrzeby osób, które zgłaszają się świeżo po stracie, ale ujawniają na konsultacjach obszary do pracy terapeutycznej, które wskazują na głębsze problemy istniejące niezależnie od doświadczanej straty. Są również osoby, które mają już doświadczenie psychoterapii indywidualnej (w Fundacji lub poza), i które zgłaszają trudności w zakresie relacji interpersonalnych – wówczas grupa może być adekwatną formą pomocy. Są również osoby, które poszukują możliwości pracy w grupie, ale które ze względu na różne trudności mogą nie być w stanie skorzystać z udziału w grupie wsparcia i potrzebują doświadczenia terapeutycznego. Tu pojawia się ważne pytanie dotyczące tego, jaka jest właściwie różnica pomiędzy tymi dwoma formami pomocy?

Czym psychoterapia grupowa różni się od grupy wsparcia w Fundacji?

Grupa wsparcia prowadzona jest przez psychologów i psychoterapeutów. Jest ofertą dla osób, które zgłaszają się do Fundacji w związku z żałobą po stracie kogoś bliskiego i potrzebują pomocy w bieżącym kryzysie związanym ze stratą. Gromadzi osoby, dla których wspólnym problemem jest doświadczanie straty i trudności związanych ze zmianą sytuacji życiowej po śmierci bliskiego – to jest główny temat, na którym grupa się koncentruje. Służy temu, aby pomóc uczestnikom radzić sobie z własnymi uczuciami, udzielać rad, dzielić się doświadczeniem. Głównym źródłem wsparcia są uczestnicy dla siebie nawzajem, ze względu na bycie w podobnej sytuacji. Nie poddaje się analizie historii życia poszczególnych uczestników, nie poszukuje mniej świadomych wzorców funkcjonowania skutkujących cierpieniem w codziennych relacjach. Grupa spotyka się regularnie, raz na dwa tygodnie.

Grupa psychoterapeutyczna prowadzona jest przez psychoterapeutów. Główne cele grupy wykraczają poza udzielanie wsparcia w bieżących doświadczeniach. Grupa terapeutyczna służy temu, aby uczestnicy mogli przyglądać się powtarzającym się w ich życiu trudnościom, które często w grupie stają się szczególnie widoczne. Celem udziału w grupie jest zmiana tych zachowań, które uniemożliwiają lub utrudniają budowanie dobrych relacji. Ma na celu przyglądanie się temu, jak każdy z uczestników wchodzi w relacje interpersonalne, nadaje się znaczenie temu, jak sposób wchodzenia w relacje przekłada się na nasze codzienne funkcjonowanie. Ważny jest element związany z wymianą informacji zwrotnych i dowiadywania się o tym, jak inni postrzegają mnie w grupie, do czego każdy z nas zachęca lub zniechęca innych w kontakcie z sobą samym. Cytując I. Yaloma, specjalistę w zakresie prowadzenia grup terapeutycznych: „skuteczna grupa terapeutyczna najpierw zapewnia swoistą arenę, na której pacjenci mogą swobodnie wchodzić ze sobą w interakcje, następnie pomaga im rozpoznać i zrozumieć to, co jest dysfunkcjonalne w ich interakcjach, a na koniec umożliwia im zmianę tych nieadaptacyjnych wzorców” (I. Yalom: „Psychoterapia grupowa. Teoria i praktyka”). Grupa spotyka się regularnie, co tydzień.

Jak wygląda konsultacja do grupy psychoterapeutycznej?

Jeśli podczas wstępnej konsultacji w Fundacji, osoba zgłaszająca się po pomoc wspólnie z psychologiem konsultującym uznaje, że grupa psychoterapeutyczna mogłaby być ofertą dla niej umawiana jest na drugą konsultację bezpośrednio do grupy terapeutycznej, prowadzoną przez obu terapeutów prowadzących grupę. Służy ona głównie temu, aby poznać oczekiwania i cele potencjalnego uczestnika/uczestniczki wobec udziału w grupie, omówić ewentualne obawy i niepokoje z nim związane, przyjrzeć się głównym trudnościom, z którymi dana osoba zgłasza się do grupy. Bardzo ważną częścią konsultacji jest przygotowanie do udziału w grupie, gdzie prowadzący opisują mechanizmy jej funkcjonowania, sposób pracy, możliwe do osiągnięcia cele. Czasem potrzebna jest więcej niż jedna konsultacja, żeby omówić wszystkie powyższe kwestie, na co prowadzący i osoba konsultowana umawiają się już w trakcie spotkania.

Jak można opisać działanie grupy terapeutycznej?

Dużo w mówieniu o sposobie działania grupy zależy od osób ją prowadzących i założeniach teoretycznych, którymi się kierują. Osobom prowadzącym grupy psychoterapeutyczne w Fundacji bliskie są podejścia interpersonalne i psychodynamiczne. Co to oznacza?
Myśląc o grupie psychoterapeutycznej posługujemy się sformułowanym przez wcześniej cytowanego I. Yaloma pojęciem mikrokosmosu społecznego. Często osoby przychodzące na grupę mają poczucie, że grupa jest „oderwana” od rzeczywistości, że to jakiś „inny świat”. Jednak doświadczenie pokazuje, że każdy z nas wchodzi w grupę ze swoimi sposobami funkcjonowania, założeniami, często nieświadomymi, dotyczącymi tego, jak powinien budować i podtrzymywać relacje, wyobrażeniami na temat tego, co jest źródłem jego trudności w życiu. Wszystkie te uczucia, myśli, wyobrażenia – odtwarzają się w grupie i w relacjach, które poszczególni uczestnicy i uczestniczki na tej grupie budują. To, co może być inne od codzienności, to to, że podczas doświadczenia grupowego to, co przeżywamy, czy myślimy, staramy się wspólnie analizować, pogłębiać rozumienie, nieświadome czynić bardziej świadomym. W trakcie procesu terapeutycznego działa też szereg czynników terapeutycznych, takich jak m.in. wzbudzanie nadziei, altruizm, czyli doświadczanie swojego znaczenia w pomocy innym, rozwój umiejętności społecznych, czy tzw. spójność grupowa, którą można rozumieć m.in. jako poczucie przynależności do grupy, bycia jej częścią.
Żeby to było możliwe niezbędna jest obecność na grupie: zarówno fizyczna, jak i emocjonalna. Nie można skorzystać z grupy uczestnicząc w niej bardzo nieregularnie. Grupa spotyka się raz w tygodniu, przez dwie godziny.

Anna Jaglińska jest psychologiem i psychoterapeutką. W Fundacji prowadzi konsultacje psychologiczne, psychoterapię indywidualną i grupę terapeutyczną. (więcej

 

 

Więcej artykułów autorstwa psychologów Fundacji Nagle Sami znajdziecie w zakładce nasze artykuły

27/09/2018

Rusza 7.edycja kampanii „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję”.Fundacja Nagle Sami jest jednym z organizatorów.

więcej >

1 października, z okazji Europejskiego Dnia Walki z Depresją rusza 7. edycja kampanii społecznej „Twarze depresji. Nie oceniam. Akceptuję.”, której jesteśmy współorganizatorem.

Rozpocznie ją konferencja na Uniwersytecie SWPS w Warszawie (o godz. 11.00 ) , gdzie jednym z gości będzie Michaela Dłużniewska, psycholog z naszej fundacji. Zapraszamy!  Tym razem kampania zwraca uwagę na to, że depresja dotyczy ludzi na całym świecie, niezależnie od wieku, płci czy statusu społecznego. 

Jako jeden ze współorganizatorów kampanii otrzymaliśmy list od Rzecznika Praw Obywatelskich, Pana Adama Bodnara. Dziękujemy.

Więcej na temat kampanii: http://twarzedepresji.pl/7-edycja-kampanii/

 

27/09/2018

W najnowszym wydaniu "Kompendium HR" rozmowa z psycholog naszej Fundacji, Edytą Grzegory

więcej >

"Kompendium HR" to publikacja poświęcona branży HR - źródło merytorycznych informacji na temat trendów i innowacyjnych rozwiązań z obszaru HR i HRM, employer brandingu i rozwoju zawodowego oraz edukacji. W najnowszym wydaniu magazynu znajdziecie rozmowę z psycholog naszej Fundacji, Edytą Grzegory, dotyczącą tego, jak wspierać pracownika, który traci bliską osobę i przechodzi przez żałobę. Zapraszamy do lektury!

Magazyn dostępny jest tutaj.  

Przy okazji, przypominamy, że 30 listopada organizujemy szkolenie otwarte dotyczące dobrych praktyk HR w przypadku śmierci pracownika lub bliskiej mu osoby. Odbędzie się ono w siedzibie naszej Fundacji w Warszawie. Zapraszamy przede wszystkim managerów oraz osoby związane z branżą HR. Więcej informacji dostępnych jest na stronie naszego projektu NAGLE ZMIANA. Zapraszamy!

25/09/2018

Konsultacja z psychoterapeutą w Fundacji Nagle Sami – dlaczego warto z niej skorzystać?

więcej >

Pisaliśmy już o tym jak wygląda konsultacja z psychologiem w naszej fundacji (tu) – o tym czemu służy, jak przebiega, jak się na nią umówić. Dziś piszemy więcej o jej „zawartości psychologicznej”, o tym dlaczego warto z niej skorzystać i co może się wydarzyć podczas takiego spotkania.  

Konsultacja z psychoterapeutą w Fundacji Nagle Sami ma swoje określone ramy, m.in. w formie stałych pytań np. o to, co skłoniło Państwa do poszukiwania wsparcia, jaka jest Państwa aktualna sytuacja życiowa. Jednak jest ona przede wszystkim rzeczywistym, często głębokim, spotkaniem i formą pomocy psychologicznej.
Podczas takiej rozmowy można w bezpiecznych warunkach, podzielić się tym, co trudne. Zdarza się, że ktoś po raz pierwszy ma szansę opowiedzenia w pełni o tym co się wydarzyło i co się z nim dzieje. Bez obawy, że kogoś urazi, czy zrani, że zostanie oceniony lub usłyszy „weź się w garść” – tak częste w codziennych kontaktach z ludźmi. To spotkanie to czas, w którym nie trzeba „się trzymać”. Niektóre osoby , z różnych przyczyn, od momentu śmierci bliskiego nie okazywały swoich emocji, próbowały być dzielne - tu mogą sobie odpuścić i np. pozwolić na łzy.
Takie spotkanie często jest też momentem przyjrzenia się swoim reakcjom, czasem skontaktowania z emocjami, odkrycia lub uporządkowania ich w sobie.
Podczas konsultacji można zadać pytania, np. o przebieg żałoby, o niepokojące lub zastanawiające reakcje (własne lub bliskich).
Psychoedukacyjny charakter konsultacji może być szczególnie pomocny dla tych, którzy towarzyszą komuś w żałobie i chcą się dowiedzieć jak najlepiej wspierać tę osobę. Podczas spotkania z psychoterapeutą mogą też porozmawiać o tym co dla nich trudne w byciu przy osobie w żałobie i jak zadbać w tym o siebie.
Konsultacja w naszej fundacji może być doświadczeniem, które przynosi pewną ulgę, otwiera inną perspektywę, zwiększa świadomość własnego stanu i pomaga podjąć decyzję o ewentualnym skorzystaniu z dalszej pomocy psychologicznej. Z pewnością jest też formą zadbania o siebie w tej ekstremalnie trudnej sytuacji jaką jest śmierć bliskiego.

Na konsultację można się zapisać pod numerem 502 511 138 (pn - pt, od 9.30 do 16.30), lub pod adresem info@naglesami.org.pl. Zapraszamy. 

 

20/09/2018

Żałoba po śmierci na skutek traumatycznych okoliczności – artykuł Małgorzaty Maj-Mierzejewskiej.

więcej >

Jak przebiega żałoba po śmierci na skutek okoliczności traumatycznych? Czego mogą doświadczać bliscy zmarłego i kiedy mówimy o żałobie traumatycznej ? Na te pytania odpowiada artykuł psychoterapeutki Małgorzaty Maj – Mierzejewskiej. Zachęcamy do przeczytania.

Śmierć na skutek traumatycznych okoliczności

Żałoba traumatyczna

Śmierć bliskiej osoby jest dla każdego osobistą tragedią. Subiektywnie, doświadczenie utraty bardzo często odczuwane jest jako koniec świata i uznawane za życiową traumę. Jednak aby obiektywnie określić śmierć jako traumatyczną, muszą zaistnieć określone okoliczności. Traumatyczna może być np. śmierć na skutek napaści fizycznej (zabójstwo), samobójstwo czy utrata wielu osób na raz (przykładowo w wyniku masowego wypadku komunikacyjnego). Bardzo często mamy wówczas do czynienia nie tylko z żałobą, ale i z posttraumatycznymi reakcjami.

Reakcje posttraumatyczne

Osoba przeżywająca żałobę traumatyczną doświadcza objawów „zwykłej żałoby” i objawów stresu biologicznego. Dominującym uczuciem jest tu pobudzenie, które stanowi skutek ustawicznego działania zaalarmowanego systemu samoobrony, co wynika z przeświadczenia o możliwości powrotu zagrożenia. Osoba w żałobie traumatycznej może np. bezustannie obawiać się o zdrowie i życie pozostałych członków rodziny, realizować liczne pomysły mające na celu ochronę bliskich przed czyhającym na nich złem (np. poprzez wprowadzenie zasady niewychodzenia z domu po zmroku). Stałe poczucie zagrożenia skutkuje z kolei utrzymywaniem się fizjologicznych oznak pobudzenia. Możemy zaobserwować je np. w pozycji ciała (pozycja prezentująca gotowość do odparcia ataku), reakcji gwałtownego przestrachu na niespodziewane dźwięki czy intensywnej reakcji na specyficzne bodźce, które kojarzone są z momentem traumatycznej utraty. Stan czuwania utrzymuje się u osób zmagających się z traumą nie tylko w trakcie czuwania, ale też przejawia się w licznych zaburzeniach snu. Przykładem takich zaburzeń może być utrudnione zasypianie, wrażliwość na hałasy, budzenie się w nocy częściej niż zdarza się to normalnie. Można zatem powiedzieć, że traumatyczne wydarzenia przestrajają cały system nerwowy.

Traumatyczny wymiar żałoby objawia się także poprzez intruzywne myśli na temat samego zdarzenia. Są to myśli, które nie wynikają z chęci, aby wspominać osobę zmarłą, a z niemożności uwolnienia się od obrazu tego, co miało miejsce w chwili jej śmierci. Za myśli te odpowiedzialne są ślady pamięciowe zdarzenia, które w momencie „dziania się” zostało zapamiętane w patologiczny sposób, co z kolei przekłada się na przeżywanie rzeczonego zdarzenia za każdym razem od nowa. Treść wspomnień wdzierających się do świadomości jest widziana jako coś współgrającego z teraźniejszością. Emocje osoby zaatakowanej takimi wspomnieniami są zbieżne z tym, jak miała się ona w chwili zdarzenia, jej ciało również reaguje tak, jak w momencie utraty. Ma to to miejsce zarówno na jawie (sceny z przeszłości), jak i we śnie (koszmarne sny na temat traumatycznej utraty).

Osoba przeżywająca omawiany w artykule „rodzaj żałoby”, tj. żałobę traumatyczną, może mieć problemy z zaspokajaniem takich potrzeb jak np. mówienie o zmarłym, chęć oglądania wspólnych zdjęć czy odwiedziny na cmentarzu, ponieważ działania te mogą uruchomić kolejny atak intruzji. Proces żegnania się ze zmarłym, opłakiwanie jego odejścia, ale i ponowne przeżywanie wspólnych chwil i czerpanie z nich siły, aby iść dalej, jest zatem naznaczony obawami o cierpienie spowodowane tym, co pojawi się w konsekwencji zbliżania się do utraconego bliskiego. Osoba będąca w żałobie traumatycznej może także stronić od tego, co kojarzy się jej ze sceną utraty. Przykładowo, jeśli bliski zginął na skutek wypadku komunikacyjnego, to unikanie może tyczyć się środka transportu, który skojarzony jest z wypadkiem (może to być np. samochód, który faktycznie wystąpił na miejscu zdarzenia, ale obawa ta może także zostać rozszerzona i na inne pojazdy). To, że odtwarzanie wspomnień traumatycznych może być zainicjowane przez pozornie nieistotne bodźce, skutkuje u osób przeżywających żałobę traumatyczną wiecznym poczuciem zagrożenia. Dzieje się tak, ponieważ nawet w bezpiecznym środowisku osoba, która doznała traumy, nie może być pewna, że nie zetknie się z bodźcem, który przypomni jej o tym, co miało miejsce, a to z kolei będzie przyczynkiem do zainicjowania kaskady traumatycznych wspomnień. Chęć uniknięcia bodźca będącego generatorem bolesnych reminiscencji często skutkuje jeszcze większym pogłębieniem wstrząsu pourazowego, ponieważ prowadzi do wycofania z kontaktów z ludźmi i zubożenia życia. Osoba w żałobie traumatycznej może w skrajnej sytuacji odizolować się od świata, aby nie doświadczać opcji styku z tym, co może być przyczyną do odtwarzania momentu śmierci.

Pomoc specjalisty

Dramatyczne okoliczności śmierci mogą powodować omówione powyżej reakcje posttraumatyczne, które prawdopodobnie przyczynią się do tego, że żałoba stanie się bardzo skomplikowana albo wręcz niemożliwa do rozpoczęcia. Konieczne jest zajęcie się wynikającymi z traumy reakcjami posttraumatycznymi, aby można było zmierzyć się z żałobą. Często niezbędne jest tu wsparcie specjalisty, który pomoże wyzwolić się z cienia przeżytego doświadczenia traumatycznego.

Małgorzata Maj-Mierzejewska jest psychoterapeutką, psychologiem i socjologiem. W Fundacji prowadzi konsultacje psychologiczne, terapie indywidualne, grupy wsparcia i wyjazdowe interwencje kryzysowe. Pracuje m.in. z osobami, które straciły bliskich na skutek okoliczności traumatycznych (więcej) 

 

 

 

18/09/2018

Nowa forma pomocy psychologicznej w Fundacji Nagle Sami - grupy terapeutyczne.

więcej >

Miło nam powiadomić, że w Warszawie uruchamiamy nowa formę pomocy psychologicznej – grupy terapeutyczne.

 

O tym czym jest grupa terapeutyczna, dla kogo jest przeznaczona i jakie daje możliwości można przeczytać tu.

Osoby zainteresowane udziałem w grupie terapeutycznej zapraszamy na konsultację z prowadzącymi. Informacje i zapisy pod numerem 502 511 138 lub mail: info@naglesami.org.pl

06/09/2018

10.09. to Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom - będziemy obecni w BUWie podczas wydarzenia z tej okazji.

więcej >

W ramach Światowego Dnia Zapobiegania Samobójstwom, w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego odbędzie się dzień wykładów otwartych pod hasłem: "Życie warte jest rozmowy".
Od 10.00 do 13.00 będzie można porozmawiać z naszymi psychologami w salach 264 i 265! Zapraszamy! 

Więcej informacji o tym wydarzeniu znajdziecie na stronie Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego

  

 

06/09/2018

Jak przebiega żałoba w wieku senioralnym? Zapraszamy do przeczytania tekstu autorstwa naszej psycholog.

więcej >

Czy seniorzy przeżywają żałobę inaczej niż osoby będące na innych etapach życia? Czego doświadczają i z czym się mierzą? Jak być dla nich wsparciem? O tym mówi artykuł  Martyny Zagórskiej. 

Żałoba jest naturalną reakcją na utratę, jest też zjawiskiem uniwersalnym i jako takie dotyczy również seniorów. Mówiąc o żałobie często różnicuje się żałobę osób dorosłych i żałobę dzieci, jednak warto zauważyć, że żałoba seniorów też ma swoją specyfikę.

Wyzwania wieku senioralnego.
Często wyobrażamy sobie senioralny etap życia jako spokojny czas, w którym niewiele się dzieje. Paradoksalnie jednak, okres ten stawia przed ludźmi wiele wyzwań natury psychologicznej związanych głownie z adaptacją do zmian i doświadczaniem licznych utrat (nie tylko stratą bliskiej osoby).
Wśród licznych utrat najczęstsze, i przez wielu seniorów odczuwane jako najbardziej dotkliwe i trudne do zaakceptowania, to:
- utrata sprawności fizycznej , która często wiąże się też z ograniczeniem niezależności (bo trudno jest samemu wnieść po schodach ciężkie zakupy, czasem starszemu człowiekowi trudno jest się ubrać czy przygotować sobie posiłek), a dla wielu osób ogromnym wyzwaniem jest odnalezienie się w sytuacji , w której jest się zależnym od innych;
- pogorszenie stanu zdrowia (często związane z wymienioną już utratą sprawności fizycznej), co często wymaga licznych wizyt lekarskich, rehabilitacji, przyjmowania leków, może też powodować ogólne gorsze samopoczucie seniora czy wywoływać różnego rodzaju obawy;
- ograniczenie lub utrata kontaktów społecznych, związana z poczuciem samotności; na tym etapie życia często bywa tak, że więzi przyjacielskie się rozluźniają, rodzina nie poświęca seniorowi tyle uwagi ile by potrzebował, umierają równolatkowie, co dodatkowo kontaktuje seniorów z perspektywą własnej śmierci.
To tylko niektóre z wyzwań, z którymi mierzą się seniorzy. Sytuacja straty osoby bliskiej może niejako „nakładać się” na wymienione już zmiany, do których senior musi się w jakiś sposób przystosować i sobie z nimi radzić.

Żałoba seniora po śmierci bliskiej osoby.
Żałoba seniora, tak jak każda żałoba, to proces przystosowywania się do życia bez ukochanej osoby. Ludzie w żałobie doświadczają bardzo wielu różnych emocji: od smutku, żalu, tęsknoty do poczucia winy, złości czy nawet ulgi. Nie ma jednego sposobu, czy właściwego modelu przeżywania żałoby. Dla każdego proces ten przebiega inaczej i zależy od wielu czynników, m.in. od rodzaju relacji, która łączyła nas ze zmarłym, naszej kondycji psychofizycznej czy wsparcia dostępnego w otoczeniu.

W żałobie seniorów często szczególnie wyraźne jest poczucie pustki i ogromnej samotności. Zwłaszcza w sytuacji śmierci żony lub męża. Wiele osób, które przez kilkadziesiąt lat żyły w związku, mówi wręcz o utracie umiejętności życia w pojedynkę. Przez lata bycia razem wspólne zwyczaje, rytuały czy podział codziennych zadań domowych, stały się oczywiste i naturalne niczym oddychanie. Śmierć jednego z partnerów zmienia wszystko i zdarza się, że nagle nie wiadomo jak i gdzie płacić rachunki, nie ma dla kogo gotować i dbać o dom, okazuje się, że wspólni znajomi przestają się odzywać, bo to ta druga osoba bardziej dbała o relacje towarzyskie. Osoba, która zostaje musi nauczyć się wielu rzeczy od nowa, a to bardzo często jest niezwykle trudne, szczególnie na tym etapie życia. Utrudnieniem w adaptacji do nowej sytuacji, a jednocześnie w wychodzeniu z żałoby jest często brak motywacji do ułożenia sobie innego życia, niż to które znali. Seniorzy często nie widzą w tym sensu uważając, że niewiele czasu im już zostało. Często mówią o tym, że nie chcą budować życia bez swojej „drugiej połowy” , że wolą czekać na własną śmierć i spotkanie w zaświatach.

Na poczucie samotności seniorów składa się też występujący dość często brak wsparcia w otoczeniu, czy nawet odmawianie im prawa do żałoby. Bywa, że otoczenie seniora jest zdziwione jego silnym przeżywaniem żałoby. Dość powszechne jest przekonanie o tym, że śmierć w starszym wieku to naturalna kolej rzeczy i nie powinna budzić intensywnych reakcji. Seniorzy z otoczenia słyszą uwagi o tym, żeby nie przesadzali i wzięli się w garść, bo to normalne, że starszy człowiek umiera.

Jak wspierać starszą osobę, która doświadcza żałoby – wskazówki.

Uznaj żałobę seniora i postaraj się towarzyszyć mu w tym procesie bez dawania dobrych rad czy nietrafionych słów pocieszenia, typu: „Weź się w garść”, „To normalna kolej rzeczy, przecież był starszy/a i już swoje przeżył/ła”. Dobrze jest natomiast dawać przestrzeń dla wyrażania emocji i myśli, które pojawiają się w miarę przechodzenia przez proces żałoby.

Bądź cierpliwy, daj swoją uwagę i pozwól seniorowi nawet na kilkakrotne opowiadanie tego samego. Seniorzy często mają potrzebę dzielenia się swoimi doświadczeniami i wspomnieniami – to dla nich bardzo ważne, bo to ich przeszłość i ich życie, które w wieku podeszłym przemija, a po śmierci bliskiego poczucie przemijania staje się bardziej dojmujące.

Uszanuj decyzje i wybory seniora, pozostaw mu możliwość decydowania o sobie. Zdarza się, że zatroskana rodzina próbuje organizować seniorowi czas, lepiej wie co dla niego lepsze i np. niechętnie, i nie tak często jak by tego chciał, zawozi seniora na cmentarz uważając, że tak będzie dla niego lepiej i łatwiej. Każda żałoba jest inna i potrzeby każdej osoby w żałobie mogą być inne, ważne jest aby to przyjąć i uszanować.

Podtrzymuj kontakt i proponuj pomoc w codziennych zadaniach, np. w robieniu zakupów, zawożeniu na wizyty do lekarza czy w sprzątaniu. Seniorom bowiem czasem trudno jest prosić o pomoc – nie chcą obarczać innych swoimi sprawami i dokładać im obowiązków.

Bądź uważny i w razie potrzeby zaproponuj pomoc w znalezieniu profesjonalnej pomocy. Śmierć jest niejako wpisana w okres senioralny, jednak nie znaczy to, że nie można cierpieć po utracie bliskiej osoby. Niektórzy seniorzy, tak samo jak osoby w innym wieku, mogą potrzebować pomocy specjalistycznej.

 

Martyna Zagórska jest psychologiem i psychoterapeutka humanistyczną. W Fundacji prowadzi konsultacje, psychoterapię indywidualną, grupę wsparcia dla dorosłych. Kilka lat pracowała z seniorami w Domu Pomcy Społecznej (więcej).  

 

 

23/08/2018

Jak wspierać rodziców, którzy doświadczyli poronienia lub straty okołoporodowej? Druga część artykułu Anny Bajkowskiej.

więcej >

 Zachęcamy do przeczytania kontynuacji artykułu psycholog Anny Bajkowskiej, pt. „Żałoba po poronieniu i stracie okołoporodowej” (tekst dostępny tu). Druga część artykułu mówi o tym czego mogą potrzebować rodzice po stracie i jak ich wspierać.

 

Jak wspierać rodziców po stracie?

W tym trudnym czasie rodzicom zdarza się słyszeć: „Lepiej o tym nie rozmawiajmy, po co się zamartwiać”, „Jesteście jeszcze młodzi, będziecie mieli kolejne dzieci”, „Wszystko będzie dobrze”. Słowa te tylko pozornie mają nieść pocieszenie, a w rzeczywistości często są przyczyną ogromnego bólu i poczucia niezrozumienia doświadczanego przez osieroconych rodziców. Tymczasem, wspierająca i empatyczna reakcja otoczenia ma ogromne znaczenie w procesie adaptowania się do nowej, kryzysowej sytuacji. A tym właśnie jest żałoba – naturalnym procesem adaptacyjnym, pozwoleniem sobie na przeżycie wszystkich emocji związanych z utratą, stopniowym odnajdywaniem równowagi i chęci do dalszego życia.
Jak zatem wspierać rodziców po stracie? Czego mogą potrzebować w tym szczególnie trudnym dla siebie czasie?

Informacji

Dostęp do informacji może choć w niewielkim stopniu pozwolić rodzicom na odzyskanie poczucia wpływu i możności podejmowania decyzji. Dlatego tak ważne jest, by personel medyczny starał się na bieżąco rozmawiać z nimi o planowanych zabiegach, przebiegu poronienia, bądź porodu, rekonwalescencji, a także prawdopodobnych przyczynach utraty dziecka.
Bardzo ważne jest również poinformowanie rodziców o możliwości pożegnania się z dzieckiem, czy przysługujących im prawach. Te informacje wciąż nie są powszechnie znane, a tymczasem warto pamiętać, że niezależnie od momentu, w którym zakończyła się ciąża rodzice mają prawo do pochówku dziecka, rejestracji w USC, uzyskania zasiłku pogrzebowego (4000 zł) czy skorzystania ze skróconego urlopu macierzyńskiego (56 dni).

Poszanowania sposobu przeżywania

Jak już wspomniałam w pierwszej części niniejszego tekstu – żałoba zawsze przeżywana jest jako indywidualny i niepowtarzalny proces. To co pomaga jednej osobie, zupełnie może nie służyć drugiej. Dlatego ważne wydaje się być zarówno powstrzymanie od przekazywania dobrych rad, czy utartych sloganów, jak i porównywania sytuacji, czy przeżyć jednej osoby z inną.
Ważna jest także umiejętność empatycznego towarzyszenia rodzicom, którzy doświadczyli utraty – uważnego słuchania, dzielenia się autentycznymi przeżyciami i reakcjami, gotowości do podtrzymywania kontaktu mimo upływającego czasu. Jeśli nie jesteśmy pewni co i w jaki sposób powiedzieć, warto zapytać rodziców o to, czego by potrzebowali i jak możemy dla nich być w tych trudnych chwilach.
Śmierć i doświadczenie straty - choć tak bolesne - są nierozerwalnie związane z życiem, dlatego warto nie czynić z nich tematu tabu. Być może dzięki temu osieroceni rodzice poczują się choć trochę mniej osamotnieni.

Czasu

Nie tylko przebieg, ale także czas trwania żałoby jest kwestią indywidualną. Warto pamiętać, że proces żałoby nie zawsze rozpoczyna się w momencie śmierci dziecka albo tuż po pogrzebie. Stereotypem jest również przekonanie, że żałoba zawsze trwa rok. Niekiedy ból po stracie słabnie wcześniej, czasami odzywa się znacznie dłużej. Podobnie jest z tęsknotą i poczuciem braku, które w mniejszym lub większym nasileniu towarzyszyć nam mogą nawet i przez całe życie. Dlatego tak ważne jest, by nie „poganiać” pogrążonych w smutku rodziców. Nie zachęcać ich, by nie myśleli o tym co się stało lub postarali się zapomnieć. Zamiast tego po prostu – pozwolić im to przeżyć. Jeśli zaś z jakiegoś powodu zaniepokoimy się o ich stan, pomóc w poszukiwaniu profesjonalnej pomocy.

Wsparcie psychologiczne w obliczu straty

W Fundacji Nagle Sami prowadzimy konsultacje i wsparcie psychologiczne oraz psychoterapię dla osób, które doświadczyły straty dziecka na skutek poronienia, bądź śmierci okołoporodowej. Pracujemy zarówno indywidualnie, jak i z parami.

Na spotkanie konsultacyjne zapraszamy osoby, które:

- chciałyby porozmawiać o tym, czego doświadczają i jak może przebiegać proces żałoby
- niepokoją się tym, co przeżywają, bądź siłą emocji, jakie im towarzyszą
- poszukują wsparcia w przeżywaniu żałoby
- doświadczają kłopotów ze snem, apetytem, bądź trudności w codziennym funkcjonowaniu
- poszukują wsparcia w relacji partnereskiej w związku z przeżytą utratą (konsultacja i terapia dla par)

Spotkanie konsultacyjne pozwala określić, jaka forma wsparcia byłaby na dany moment rekomendowana. Czasami okazuje się, że już jedno spotkanie, na którym można zadać nurtujące pytania, bądź podzielić się wątpliwościami, jest wystarczające. Bywa również tak, że stanowi wstęp do dalszej, terapeutycznej pracy.

Anna Bajkowska (Sokołowska) jest psychologiem i psychoterapeutką Gestalt. W Fundacji prowadzi konsultacje, psychoterapię indywidualną, grupy wsparcia dla osób  dorosłych oraz wyjazdowe interwencje kryzysowe. Koordynuje pracę Zespołu Psychologów i Terapeutów Fundacji. (więcej

 

13/08/2018

Zachęcamy do oddawania głosów na nasz projekt w ramach akcji "Pomoc to moc". Dziękujemy!

więcej >

 

W ramach akcji PZU "Pomoc to moc" staramy się o pozyskanie wsparcia na realizację ważnej inicjatywy - bezpłatnych warsztatów dla rodziców/opiekunów dotyczących prowadzenia rozmów z dziećmi na temat przemijania i straty.

Z naszego doświadczenia wynika, że dorośli często obawiają się podejmowania tego tematu w rozmowach z dziećmi, nie wiedzą "co powiedzieć". W efekcie dzieci w samotności muszą mierzyć się z ogromnym lękiem, niezrozumieniem. Chcemy to zmienić! W tym mogą pomóc WASZE GŁOSY.

Na nasz projekt można głosować TUTAJ.

Wiemy, że możemy na Was liczyć. Dziękujemy za każdy oddany głos!

13/08/2018

We współpracy z INFOR przygotowaliśmy cykl nagrań dotyczących straty w organizacji.

więcej >

We współpracy z Infor.pl przygotowaliśmy cykl nagrań dotyczących niełatwego, ale ważnego tematu straty w organizacji. Psycholog naszej Fundacji, Edyta Grzegory, mówi o tym, jak radzić sobie w kryzysowej sytuacji związanej ze śmiercią pracownika oraz jak wesprzeć pracownika, który traci bliską osobę i przechodzi przez żałobę. 

Materiały dostępne są na stronie: https://akademia.infor.pl/wideoszkolenia/hr 

Część z nich obejrzeć można również na naszym fanpage'u

09/08/2018

Jak przebiega proces żałoby w sytuacji poronienia lub starty okołoporodowej? O tym mówi artykuł Anny Bajkowskiej.

więcej >

Jak przebiega proces żałoby w sytuacji poronienia lub starty okołoporodowej? Czego mogą doświadczać rodzice, którzy utracili swoje dziecko w tym momencie? Z czym musza się mierzyć? Na te pytania odpowiada artykuł autorstwa Anny Bajkowskiej (Sokołowskiej), psycholog, która w Fundacji m.in. wspiera rodziców w takiej właśnie sytuacji.
Zachęcamy do przeczytania.

 

Śmierć dziecka jest jednym z najtrudniejszych doświadczeń w życiu człowieka. I choć strata dziecka na skutek poronienia lub śmierci okołoporodowej dotyka od 12 do 22% rodziców (dane GUS z 2016 roku), to przeżywana przez nich żałoba wciąż bywa tematem tabu.
Osamotnienie, poczucie niezrozumienia, a nawet brak przyzwolenia na przeżywanie żałoby – to jedne z najczęstszych przyczyn, które sprawiają, iż rodzice z takim doświadczeniem poszukują wsparcia w Fundacji Nagle Sami.
Z czym mogą borykać się osieroceni rodzice? Jakiego wsparcia potrzebują w tym szczególnie trudnym dla siebie czasie? Kiedy warto jest poszukać wsparcia psychologa bądź psychoterapeuty? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w niniejszym artykule.

Utrata dziecka, a proces żałoby.

Żałoba jest procesem. Obejmuje wszelkie reakcje związane z doświadczeniem utraty, zarówno w wymiarze psychologicznym, społecznym, somatycznym, jak i egzystencjalnym. Jest naturalną reakcją adaptacyjną wynikającą z tego, iż wraz z utratą kogoś kochanego nasze życie nieodwracalnie się zmienia, a my potrzebujemy tę zmianę uznać, przeżyć i opłakać, po to by móc stopniowo powrócić do równowagi. Irvin Yalom, psychiatra i psychoterapeuta egzystencjalny, w jednej ze swoich prac zauważył, że utrata dziecka, to także utrata przyszłości z nim związanej – marzeń, planów i nadziei. Bólowi i tęsknocie towarzyszy poczucie, że to co się stało jest wbrew naturalnej kolei rzeczy. Dzieje się tak niezależnie od tego, czy rodzicom dane było powitać dziecko na świecie, czy też utracili je na bardzo wczesnym etapie ciąży. Cierpienie po stracie nie zależy bowiem od czasu jaki dane nam było spędzić z kochaną osobą, ale od siły więzi jaka zdążyła nas w tym czasie połączyć. A więź matki, więź rodziców
z dzieckiem jest jedną z najsilniejszych.
Przebieg i czas trwania żałoby są zawsze kwestiami indywidualnymi, jednakże w historiach rodziców, którzy doświadczyli poronienia lub stracili dziecko w okresie okołoporodowym można wyodrębnić pewne wspólne aspekty. Dotyczą one między innymi:

• Sposobu i momentu, w jaki została im przekazana informacja o śmierci dziecka.

Informacja o śmierci dziecka zawsze doświadczana jest jako nagła. Nawet wówczas, gdy rodzice mieli świadomość, że dziecko cierpi z powodu nieuleczalnej choroby, bądź wady genetycznej. Trudno jest bowiem oswoić się z perspektywą, że dziecko, na które czekaliśmy i które miało urodzić się zdrowe - odejdzie, być może nawet zanim będziemy mogli utulić je w ramionach.
Te najtrudniejsze słowa wypowiadane są w różnych chwilach i w różny sposób. Podczas rutynowego badania, w trakcie USG, tuż przed lub tuż po porodzie. Warto mieć świadomość, że to właśnie one na długi czas zapiszą się w pamięci rodziców i będą do nich powracać po wielokroć. I choć nie da się uchronić ich przed bólem, to można i należy zadbać o to, by tę najtrudniejszą wiadomość przekazać w sposób pełen szacunku, empatii i z uważnością na ich uczucia.

• Doświadczeń związanych z hospitalizacją i procedurami medycznymi.

Wiadomość o śmierci dziecka to dla wielu mam dopiero początek bardzo trudnej drogi. Wspomnienia związane z pobytem w szpitalu, kontaktem z personelem medycznym, przebiegiem porodu mogą stanowić zasób w przeżywanej żałobie, bądź wręcz przeciwnie – traumatyczne doświadczenie, o którym trudno zapomnieć. Warto pamiętać, że to, czego potrzebują rodzice w tym czasie to: informacje (o tym, co będzie się działo dalej i jakie prawa im przysługują), wsparcie ze strony bliskich (np. towarzyszenia partnera podczas pobytu w szpitalu), empatia i szacunek dla ich sposobu przeżywania straty, a także - a może przede wszystkim – możliwości pożegnania swojego dziecka. I jeśli się na to zdecydują - zrobienia tego w sposób godny oraz w zgodzie ze sobą.

• Reakcji najbliższego otoczenia.

Na to jak może przebiegać żałoba osieroconych rodziców, wpływa także reakcja ich najbliższego otoczenia – rodziny, przyjaciół, personelu medycznego, czy kolegów i koleżanek z pracy.
W historiach rodziców niejednokrotnie przewija się wątek braku przyzwolenia na przeżycie straty. Rozczarowania tym, że nawet najbliżsi niejednokrotnie nie mieli gotowości by podjąć rozmowę o zmarłym dziecku, czy wspólnie je upamiętnić. Brak reakcji ze strony otocznia doświadczany jest jako brak zrozumienia i wsparcia.
Równie trudno jest słuchać „dobrych rad” i słów „pocieszenia”, które często niosą ze sobą przekaz: „Zapomnij o tym” lub „Nie przeżywaj, bo tak będzie lepiej”. A tak naprawdę czasem wystarczy po prostu powiedzieć: „Jestem tu dla Ciebie”. I zwyczajnie być. Obecność i gotowość do towarzyszenia znaczą niekiedy więcej, niż tysiąc słów.

• Stosunku do własnego ciała i kobiecości.

Mama, która utraciła swoje dziecko w wyniku poronienia boryka się nie tylko z wieloma bardzo trudnymi uczuciami, ale także z nagłym przerwaniem fizycznej więzi, która nawiązała się między nią, a dzieckiem. Naturalny proces, którego zwieńczeniem miało być utulenie dziecka w ramionach nie znajduje pełnego domknięcia. Zdarza się, że kobiety po takim doświadczeniu mają trudność z zaakceptowaniem swojego ciała bądź podważają swoją kobiecość. A gdy tak się dzieje warto jest rozważyć skorzystanie ze wsparcia psychologa, czy psychoterapeuty, by móc się o siebie zatroszczyć w tym szczególnie trudnym czasie.

• Sytuacje trudne.

W każdym procesie żałoby lepsze dni przeplatają się z tymi wyjątkowo trudnymi. Niektóre z nich wiążą się z pewnymi szczególnymi datami, czy momentami w roku. Dla rodziców po stracie może to być na przykład zbliżający się termin, w którym dziecko miało przyjść na świat. Inne trudne chwile mogą się wiązać z powrotem do pracy, pierwszą po zakończeniu ciąży miesiączką, czy choćby wiadomością o tym, że ktoś w bliskim otoczeniu spodziewa się dziecka. W tych szczególnie trudnych chwilach warto być na siebie wyjątkowo uważnym i gdy tylko tego potrzebujemy sięgnąć po wsparcie najbliższych bądź rozważyć skorzystanie z pomocy specjalisty.

Powyższe przykłady ilustrują niektóre z doświadczeń powiązanych z utratą dziecka, które mogą mieć wpływ na to w jaki sposób rodzice będą przeżywać tę utratę. Warto jednak podkreślić, że żałoba to bardzo indywidualny proces, a reakcje, emocje i potrzeby rodziców po stracie mogą się różnić. W jaki sposób można ich wesprzeć w tym trudnym czasie? Jak towarzyszyć im w procesie żałoby? O tym w dalszej części artykułu, która ukaże się za dwa tygodnie. 

Anna Bajkowska (Sokołowska) jest psychologiem i psychoterapeutką Gestalt. W Fundacji prowadzi konsultacje, psychoterapię indywidualną, grupy wsparcia dla osób  dorosłych oraz wyjazdowe interwencje kryzysowe. Koordynuje pracę Zespołu Psychologów i Terapeutów Fundacji. (więcej

 

Drodzy Czytelnicy! Dokładamy wszelkich starań, aby nasza strona była Wam jak najbardziej pomocna. Pamiętajcie jednak, że każda życiowa sprawa, problem, zagadnienie jest wyjątkowe i indywidualne, może wymagać profesjonalnej pomocy.
Nasza strona nie jest poradnikiem, ani encyklopedią wiedzy.
Fundacja Nagle Sami, nasi współpracownicy i przyjaciele dokładają wszelkich profesjonalnych starań, ale ze względu na zawiłość większości spraw, nie mogą ponosić odpowiedzialności, za działania podejmowane przez Was na podstawie zawartych tu informacji.

© 2012 Fundacja Nagle Sami. Wszelkie prawa zastrzeżone.